Menu

Image Map

piątek, 25 marca 2016

Krem z buraka i tłuczone pyrki


Taki obiad jada się w mojej rodzinie od zawsze. Stonowaną czerwień kremu kojarzę z opowieściami dziadka o drugiej wojnie światowej, podczas której moja prababka gotowała dziesiątce swojego potomstwa ukochaną zupę z włoszczyzny i buraków. Do tego tłuczone widelcem ziemniaki i uśmiechów na pęczki. Trudne czasy zawsze łatwiej przetrwać w gronie siedzącego po turecku rodzeństwa z miską ciepłej strawy w dłoniach, choćby miały być to same ziemniaki. Mam to gdzieś we krwi, bo kiedy ktoś z bliskich ma kłopoty, niewiele mówiąc wolę zrobić mu pyszny posiłek i po prostu być zwołując przy tym grono przyjaciół, bo przecież nie zawsze wiemy co powiedzieć. Problemy są nieporównywalne z tymi sprzed ponad siedemdziesięciu lat, ale słodka strawa z buraków przygotowana z sercem potrafi zdziałać więcej niż zakupy w galerii "na pocieszenie". Kultywuję tradycję, którą dostałam od dziadka Henia i z radością dzielę się z Wami banalnym przepisem na buraczaną zupę, która stała się kremem dopiero kilka lat temu i teraz, zakładając, że naszym potomkom nigdy nie zabraknie blenderów, podajemy ją dalej w takiej wersji... :) Dziadkowie nauczyli mnie jeść ją nabierając pół łyżki stołowej pyrek, a resztę zanurzając w buraczkowym niebie. Jedzcie na zdrowie, modyfikujcie według uznania i pamiętajcie, że nic nie sprawia tyle radości jak gotowanie dla innych.      



Składniki na 1 spory garnek zupy:
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka 
  • 1 mały seler
  • 1 por
  • 4 duże buraki
  • 2 liście laurowe
  • kilka kuleczek ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • czosnek suszony
  • dwie łyżeczki soku z cytryny
  • śmietana sojowa, owsiana lub inna ulubiona
  • ziemniaki - ilość w zależności od przewidywanych porcji (u mnie 8 średnich ziemniaków na 4 osoby)
  • 1 duża cebula
  • pieczony czosnek - na 8 ugotowanych ziemniaków 5 ząbków
  • odrobina margaryny (u mnie sojowa)
Przygotowanie:

  1. Warzywa (marchew, buraki, pietruszka, seler, por) obieramy i drobno kroimy. Do wysokiego garnka najpierw wrzucamy same buraki, listki laurowe, ziele angielskie, zalewamy wodą i gotujemy pół godziny. Po tym czasie dorzucamy marchew, pietruszkę, pora,seler i gotujemy jeszcze około 15 minut. 
  2. Wierzch główki czosnku ścinamy, smarujemy go oliwą, solimy. Układamy na blasze do pieczenia, przykrywamy folią i pieczemy w temp. 200 stopni przez 45 minut.
  3. Doprawiamy zupę solą, pieprzem, suszonym czosnkiem, sokiem z cytryny. Miksujemy na krem, dodajemy śmietanę (u mnie około 3 łyżki na cały garnek zupy), ewentualnie doprawiamy. 
  4. Ziemniaki czyścimy, obieramy, gotujemy z dodatkiem soli. Ugniatamy je tłuczkiem je na puree z dodatkiem odrobiny tłuszczu (np. margaryna sojowa), białego pieprzu, roztartego upieczonego czosnku.
  5. Posiekaną cebulkę bardzo mocno podsmażamy na odrobinie oleju (tak, by powstało coś w rodzaju skwarków).
  6. Podajemy: talerz buraczanego kremu, a obok tłuczone czosnkowe pyrki z cebulowymi skwarkami. 



Czytaj Więcej »

środa, 23 marca 2016

Cud hummus z pieczonym burakiem i chrzanem



Ostatnio kolejny raz przekonałam się, że wobec hummusu nie pozostaje się obojętnym - albo się go kocha, albo nienawidzi. W jednym z poznańskich lokali próbowałam przekonać swoje towarzyszki, że hummus nie gryzie, a wręcz zachwyca (szczególnie, że w kilku przypadkach był jedzony po raz pierwszy), ale niestety tamtejsza naturalna wersja nie zachwyciła ani mnie, ani moich koleżanek. I na nic te tłumaczenia, że można inaczej, że za mało tam wyrazu i że hummus w wykonaniu Marty vel Jadłonomii, czy Nike Faridy (ach, co to były za warsztaty, co to był za hummus!) byłby o niebo lepszy. Trzeba przekonać empirycznie, a więc zaraz po powrocie z poznańskiego weekendu zabrałam się za hummusowe wariacje. Z ręką na sercu przyznaję, że ta wersja jest przepyszna, idealna na zbliżające się święta wielkanocne, spajająca w jakąś magiczną harmonię słodki smak pieczonego buraka i konkretny, ostry chrzan. Najlepsze, jak w każdym hummusie, jest to, że możecie jeść go na sto sposobów: z pitą pszenną, oliwkami, pieczonymi lub surowymi słupkami warzyw, w burgerze, na wytrawnych muffinach i kanapkach, do pasztetu z fasoli. Szalejcie na zdrowie!  

Składniki na 1 duży słoik hummusu:

  • kubek ugotowanej ciecierzycy (lub 1 puszka konserwowej)
  • 3 łyżki jasnej pasty tahini (w tradycyjnym hummusie dodaje się więcej tahiny, ale ja nie przepadam za pastami, w których jej smak jest bardzo wyraźny)
  • 1 średni burak
  • sól, pieprz
  • 1/3 szklanki bardzo zimnej wody
  • łyżka soku z cytryny
  • 4 łyżeczki chrzanu (lub więcej/mniej w zależności od preferencji)
Przygotowanie:

  1. Ciecierzycę namaczamy na noc i rano gotujemy w świeżej wodzie przez około 50 minut. 
  2. W międzyczasie owiniętego w folię aluminiową buraka pieczemy przez godzinę w 180 stopniach (przy okazji upieczcie inne warzywa, zapiekankę itp., by nie marnować energii).
  3. Ugotowaną ciecierzycę odcedzamy, opłukujemy i przekładamy do blendera razem z tahiną, solą, pieprzem, upieczonym i pokrojonym na kawałki burakiem, chrzanem i sokiem z cytryny. Miksujemy około 3 minuty. Najlepiej sprawdzi się blender z ostrzem w kształcie litery S (do wyszukania w grafice Google). 
  4. Kiedy uzyskamy możliwie jak najbardziej gładką pastę, stopniowo, cienką strużką dolewamy lodowatą wodę i miksujemy jeszcze około 2 minuty. Teraz sprawdzamy smak i ewentualnie doprawiamy pastę.
  5. Podajemy w misce, z widocznym na zdjęciu wgłębieniem do którego wlewamy odrobinę oliwy. Posypujemy np. świeżo mielonym pieprzem/orzeszkami/sezamem/czarnuszką i koniecznie posiekaną pietruszką.
  6. Przechowujemy w lodówce do 5 dni.   


Czytaj Więcej »

wtorek, 22 marca 2016

Mazurek z masą marcepanową i pomarańczową konfiturą


Kilka dni temu pokazywałam Wam przepis na cudowny mazurek z orzechowym kajmakiem - klik, ale zdecydowałam, że zrobię również niespodziankę dla taty Mariusza, który jest największym na świecie fanem marcepanu. A jak wiadomo, kupny marcepan, jak większość gotowych produktów, nie do końca przekonuje mnie smakiem, a jeszcze częściej składem - porwałam się na domową wersję i nie miałam pojęcia, że będzie tak łatwo! :) Kluczem w tym przepisie jest rozważne używanie cukru - tak, by każda z warstw była jedynie delikatnie słodka i żeby kwaskowata konfitura cytrusowa przełamywała delikatny migdałowy smak. Sama nigdy nie byłam fanką marcepanowych nut (mimo, że migdał uwielbiam), ale wersja domowa odpowiada mi w stu procentach. To świetna alternatywa dla klasycznych kajmakowych mazurków, urozmaicenie wielkanocnego koszyczka i przede wszystkim ciacho, które wytrzyma w lodówce zdecydowanie dłużej niż klasyczne kremowe ciasta.

PS

Zapach pomarańczy smażonych z cynamonem naprawi każdy zły dzień... :)




Składniki na 3 mazurki widoczne na zdjęciu:

na ciasto:
  • 200g mąki pszennej lub mieszanki mąk pszennej i pełnoziarnistej
  • 1/3 szklanki oleju roślinnego
  • 4 łyżki cukru pudru
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/4 szklanki wody

na masę marcepanową:
  • 150g mielonych migdałów
  • 2 łyżki syropu z agawy lub innego płynnego słodzika, który sklei składniki
  • 3 łyżki mleka roślinnego - u mnie waniliowe ryżowe
  • kilka kropel aromatu migdałowego


na konfiturę pomarańczową:
  • 7 dużych pomarańczy 
  • szczypta wanilii mielonej - opcjonalnie
  • szczypta cynamonu
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
Przygotowanie:


  1. Pomarańcze myjemy i bardzo dokładnie obieramy ze skóry i białych błonek. Kroimy na drobne kawałki i wrzucamy do garnuszka. Dodajemy cukier, wanilię, cynamon i dłuugo smażymy na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając, aż sok wyparuje, a owoce nabiorą konsystencji konfitury. U mnie trwało to około 40 minut. 
  2. W szerokiej misie łączymy suche składniki ciasta: mąkę, proszek do pieczenia, cukier puder, sól. Stopniowo dodajemy olej, energicznie mieszając drewnianą łyżką. Następnie dodajemy wodę partiami, zagniatając ciasto dłonią, do momentu aż masa będzie gładka i elastyczna. Tworzymy trzy małe kule z ciasta, owijamy folią aluminiową i odkładamy do lodówki.
  3. W międzyczasie piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni i zabieramy się za masę marcepanową.
  4. Do miski wsypujemy mielone migdały, dodajemy syrop z agawy, olejek migdałowy i odrobinę mleka. Całość dokładnie zagniatamy ręką, jeśli masa wydaje się zbyt sucha, dodajemy jeszcze odrobinę mleka. Masę odstawiamy do lodówki.
  5. Wypełniamy formy kruchym ciastem - możecie zrobić to wcześniej rozwałkowując ciasto, lub wypełniając foremki dłońmi (postępując z kruchą masą jak z plasteliną). Nakłuwamy widelcem, pieczemy przez 15-17 minut. 
  6. Kiedy upieczone kruche ciasto ostygnie, wypełniamy je kolejno: masą marcepanową i zredukowaną konfiturą pomarańczową.
  7. Wierzch dekorujemy według uznania, ulubionymi bakaliami i orzechami.



Czytaj Więcej »

czwartek, 17 marca 2016

Mazurek z orzechowym kajmakiem i powidłami


Białe, brązowe, okrągłe, kwadratowe, klasyczne i bajkowe. Zbliża się czas moich ukochanych mazurków, które zawsze podjadałam przed świętami i po świętach, dla których zdradzałam babki i serniki, i które dziwnym zrządzeniem losu znikały w Wielką Noc z kuchennych szafek. Wymarzyłam sobie wegańskiego mazurka, który doskonale odzwierciedlałby smak kremowej orzechowej masy kajmakowej połączonej z cudownie kruchym ciastem. Takie mini-babeczki podjadałam kiedyś co czwartek w cukierni przy mojej redakcji na spółę z kolegą z działu "foto" i nigdy nie obchodziły nas nadprogramowe kilogramy.
Kajmak urzekał, mimo że dla niektórych jest słodki do przesady. Dla mnie w połączeniu z czarną kawą jest doskonały, a dziś z dumą mogę powiedzieć, że odtworzyłam jego smak w wersji roślinnej. I jak zawsze, wszystko co przygotowane w domu smakuje jeszcze lepiej... :)


Składniki na dwa mazurki-serduszka:


na ciasto:
  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • łyżka wody
  • dwie łyżki musu jabłkowego (u mnie mango+jabłko)
  • 340g uniwersalnej mąki pszennej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki cukru pudru
na nadzienie:

  • puszka mleka kokosowego (możliwe o najwyższej zawartości tłuszczu)
  • szklanka ciemnego cukru, u mnie trzcinowy dark muscovado
  • dwie łyżki masła orzechowego niesłodzonego 
  • dwie łyżeczki oleju kokosowego
  • szczypta soli
  • kilka łyżek powideł śliwkowych
dodatki:

  • orzechy i bakalie według uznania, u mnie migdały, orzechy laskowe i odrobina skórki pomarańczowej, świetnie będą pasowały suszone morele
Przygotowanie:
  1. W wysokiej misce rozcieramy mus jabłkowy, olej kokosowy, cukier puder i łyżkę wody. Powoli dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, na początku zagniatając ciasto łyżką, później dokładnie wyrabiając je dłońmi. Jeśli będzie się wydawało zbyt suche, dodajcie jeszcze odrobinę wody. Idealnie gładkie ciasto dzielimy na dwie kule, owijamy folią aluminiową i wkładamy do lodówki na około 20 minut.  
  2. W międzyczasie przygotowujemy masę kajmakową - na dużą patelnię o grubym dnie wylewamy mleko kokosowe (stałą część!), rozgrzewamy je i dodajemy ciemny cukier i szczyptę soli. Rozcieramy drewnianą łyżką i podsmażamy na średnim ogniu, aż masa zgęstnieje (pilnując, by się nie przypaliła). Na końcu, kiedy masa widocznie zgęstnieje, dodajemy masło orzechowe i jeszcze chwilę podsmażamy. Odstawiamy do przestygnięcia - najpierw na blat, później na kilka minut do zamrażarki. Z boków patelni może zbierać się płyn przypominający wodę z dodatkiem tłuszczu - ja ostrożnie go wylałam. 
  3. Foremki wykładamy papierem do pieczenia lub delikatnie smarujemy olejem roślinnym i wykładamy ciastem (ja nie rozwałkowuję surowego ciasta, postępuję z nim trochę jak z plasteliną). Nakłuwamy widelcem i pieczemy w temperaturze 180 stopni około 15-18 minut.
  4. Spód naszych kruchych foremek smarujemy powidłami, na nie wylewamy masę kajmakową i ozdabiamy wedle upodobania bakaliami i orzechami. 
  5. Przed podaniem chłodzimy w lodówce, najlepiej przez całą noc i tam też przechowujemy. 


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 14 marca 2016

Pasztet z rosołowej włoszczyzny


Jest co najmniej kilkanaście powodów, żeby nie marnować jedzenia, o czym przekonywałam Was w październikowym wpisie (klik). Kolejnym z nich niech będzie ten uroczy pasztet z włoszczyzny, który ma w sobie niezliczoną ilość smaków, głęboki aromat ziół i sporo białka. 
To odpowiedź na częste dylematy co zrobić z warzywami pozostałymi z rosołu, gdy pod ręką nie ma majonezu (klik) do sałatki warzywnej. Błyskawiczny w przygotowaniu, idealny na świeżym pieczywie z ogórkiem kiszonym i odrobiną chrzanu. Możecie wzbogacić go leśnym grzybami i dodatkowo usmażoną cebulką, ja natomiast podaję najszybszą wersję przepisu. Na zdrowie (podniebieniom i kieszeniom)!    

Składniki na jedną foremkę widoczną na zdjęciu: 

  • ugotowane warzywa rosołowe (proporcje mniej więcej z tego przepisu) - wraz z ziołami, wyławiamy tylko listki laurowe, ziele angielskie, goździka
  • dwa małe ząbki czosnku
  • 4 czubate łyżki zmielonych płatków owsianych
  • 3/4 szklanki czerwonej soczewicy (przed ugotowaniem)
  • pół szklanki skrobi ziemniaczanej
  • świeżo mielony pieprz, sól
  • spora szczypta gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki mielonych ziaren kolendry
  • łyżeczka suszonego majeranku
  • łyżeczka musztardy
  • garść nasion słonecznika
Przygotowanie:
  1. Warzywa z rosołu bardzo dokładnie odciskamy z nadmiaru płynu (rozgniatamy czystymi dłońmi), przelewając resztki rosołowej esencji prze sito. Na końcu możemy pozbyć się resztek płynu delikatnie przyciskając do warzyw papierowy ręcznik. 
  2. Soczewicę gotujemy około 15 minut w osolonej wodzie, odcedzamy i dodajemy do warzyw (najlepiej przygotowywać całość w wysokiej misce).
  3. Do warzyw i soczewicy dodajemy zmielone płatki owsiane, przeciśnięty przez praskę czosnek, skrobię ziemniaczaną, sporą ilość świeżo zmielonego pieprzu, sól, gałkę, zioła i musztardę. Całość dokładnie miksujemy przy użyciu blendera. Smakujemy masę i ewentualnie doprawiamy. 
  4. Foremkę delikatnie smarujemy olejem, przekładamy do niej przygotowaną masę, posypujemy ziarnami słonecznika. Pieczemy około godzinę w temperaturze 180 stopni. Po 40 minutach sprawdźcie czy wierzch zbytnio się nie przypieka, jeśli tak - przykryjcie folią aluminiową folią. 
  5. Smacznego!





Czytaj Więcej »

niedziela, 13 marca 2016

Roślinny rosół jak u mamy


Zasada jest prosta. Kiedy w domu ktoś choruje, a nieważne czy jest to grypa czy kac, należy mu się rosół podany do łóżka z dużą dawką miłości. Buchający lubczykową chmurą, pachnący najlepszymi korzeniowymi warzywami i przyprawiający o najszczerszy uśmiech. Zdania na temat magicznego składnika rosołu są podzielone, ja natomiast nie mam wątpliwości, że tajemnica tkwi w całej masie roślinnych pyszności. Klucz do uzyskania idealnego smaku tkwi w opalonych cebulach, sosie sojowym, klasycznych przyprawach, lubczyku, a przede wszystkim w długim i cierpliwym gotowaniu pod przykryciem. Właściwie wszystko robimy tak, jak w klasycznym rosole, poza tym, że żadne istnienie nie cierpi na naszym dochodzeniu do sił (a zdradzę Wam, że ten argument zawsze sprawia, że wszystko, co roślinne smakuje mi o niebo lepiej). :) Ja mam za sobą dość trudny zdrowotnie czas, a warzywny rosół był jednym z wielu czynników, które postawiły mnie wreszcie na nogi. Wracam ze zdwojoną siłą, jeszcze bardziej niż zwykle przekonana, że największa siła tkwi w warzywach, jeśli tylko chce się odkryć ich magię.    

Składniki:
  • 3 litry wody
  • 2 cebule + łupiny
  • 1 duży seler
  • 4 marchewki
  • 1 duża pietrucha (korzeń)
  • 1 por
  • natka pietruszki (cała)
  • świeży lubczyk - u mnie wedle zasady im więcej, tym lepiej, minimalnie pęczek
  • mały kawałek kapusty
  • 5 listków laurowych
  • 5 kulek ziela angielskiego
  • 1 goździk
  • 2 obrane ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • spora szczypta kurkumy
  • łyżka sosu sojowego - opcjonalnie więcej
  • łyżka oleju roślinnego


Przygotowanie: 
  1. Cebule obieramy. Łupiny pozostawiamy, obrane główki opalamy na gazie (jeśli nie macie kuchenki gazowej, przekrojone wpół cebule przyrumieńcie na suchej patelni).
  2. Warzywa bardzo dokładnie szorujemy (ja robię to przy pomocy specjalnych szorstkich rękawiczek). Marchewki, pietruchę, seler przekrawamy wpół i wrzucamy do wysokiego garnka razem z opalonymi cebulami i ich łupinami (te nadadzą kolor).
  3. Do garnka dodajemy jeszcze kapustę, pora przekrojonego wpół (zielone liście są bardzo ważne), natkę pietruszki, pęczek lubczyku, wszystkie przyprawy poza pieprzem i solą oraz olej.
  4. Całość zalewamy wodą, przykrywamy i doprowadzamy do delikatnego wrzenia, po czym zmniejszamy ogień do minimalnego i gotujemy (a właściwie utrzymujemy w wysokiej temperaturze, tak by woda delikatnie "pyrkała") przez 3 godziny, dopiero w połowie ostatniej godziny dodajemy sól i pieprz, ewentualnie więcej sosu sojowego.
  5. Z gotowego rosołu wyjmujemy dwie marchewki (do pokrojenia w talarki i podania), przecedzamy go przez sito (ja zostawiam warzywa w środku jeszcze na noc i odcedzam rano), bardzo mocno odciskając wszystkie pozostałe warzywa. Możecie śmiało zgnieść je w dłoniach, bo takie rosołowe warzywne puree przyda się do przygotowania pasztetu. 
  6. Podajemy z ulubionym makaronem lub samodzielnie, koniecznie w towarzystwie słodkiej i miękkiej marchewki. Smacznego!




Czytaj Więcej »

sobota, 12 marca 2016

Sojonez idealny!



Zdecydowanie nie jest to przepis z kategorii "fit", jednak nadal pozostaje mniej kaloryczny niż tradycyjny majonez, smakuje mi o niebo lepiej i ma konsystencję... majonezowej chmurki. ;) Jednocześnie w trakcie zbliżających się świąt wielkanocnych i przez resztę roku jest to słuszny etycznie wybór. Dlaczego? Sprawdź na stronie www.jakonetoznosza.pl.
Przygotowanie sojonezu jest banalnie proste, ale będzie jeszcze prostsze jeśli macie możliwość użycia blendera kielichowego. Każdy składnik przepisu jest bardzo ważny, więc warto zaopatrzyć się w egzotycznie brzmiącą czarną sól, która nadaje majonezowi jajeczny posmak. Jest bardzo wydajna, więc przyda się również w przyrządzaniu najlepszej śniadaniowej tofucznicy. Każdy, kto próbuje jej u nas w domu wytrzeszcza oczy wypowiadając to samo zdanie - "Jajo, no po prostu jajo..!":). Sojonez jest idealnym składnikiem sałatek jarzynowych (klik), dodatkiem do burgerów (klik) i past do chleba. Może w te święta warto porozmawiać z babcią, mamą lub partnerem i pójść na... sojonezowy kompromis? Gwarantuję, że doznania smakowe będą zaskakujące, a w długofalowej perspektywie, nioskom będzie lżej.

Składniki:  
  • pół szklanki mleka sojowego niesłodzonego (o pokojowej temperaturze!)
  • szklanka oleju roślinnego
  • łyżeczka soku z cytryny
  • dwie łyżeczki octu jabłkowego
  • płaska łyżeczka czarnej soli (kala namak) - jeśli nie macie, dodajcie zwykłej, chociaż jest to istotny składnik
  • biały pieprz
  • pół łyżeczki musztardy
  • szczypta cukru pudru
Przygotowanie:
  1. Do blendera wlewamy mleko, sok z cytryny i ocet. Dodajemy czarną sól, pieprz i odrobinę cukru.
  2. Całość zaczynamy miksować na wysokich obrotach, po chwili cienką strużką wlewamy olej, cały czas miksując. 
  3. Kiedy masa odpowiednio zgęstnieje, dodajemy musztardę, jeszcze chwilę miksujemy, na końcu smakujemy i ewentualnie doprawiamy. 
  4. Przekładamy do słoika, szczelnie zamykamy i przechowujemy w lodówce do tygodnia. 


Czytaj Więcej »

środa, 9 marca 2016

Wegańskie kebaby w tortilli


Tortille z wegańskim kebabem wyjątkowo przypadły Wam do gustu na Instagramie, toteż dzielę się prostym przepisem, którego klucz tkwi w mieszance aromatycznych przypraw. Warto przygotować sobie taką domową przyprawę "gyros" i przechowywać na czarną godzinę (czyt. ochotę na fast-foody). Możecie skorzystać również z gotowych mieszanek przypraw, wcześniej dokładnie przyglądając się czy w składzie nie ma niespodzianek. :)

Poza tym, że tofu ma o wiele mniej tłuszczu niż mięso w kebabowych budkach i znamy jego pochodzenie, takie tortille niczym nie różnią się od oryginału. Są przepyszne, świeże, pachnące i baardzo syte. Wzbudziły w nas grzech łakomstwa, przez co jak prawdziwi starzy ludzie (jak mawiał Ludwiczek), po obiedzie musieliśmy położyć się na godzinną drzemkę.

PS
Ten obiad przygotujecie maksymalnie w 20 minut, co dodatkowo przemawia na jego korzyść... :)


Składniki:

  • opakowanie stripsów z tofu firmy Polsoja lub kostka tofu naturalnego
  • olej roślinny
  • sól, pieprz
  • mieszanka przypraw w ilości według Waszych upodobań: u mnie miks kolendry suszonej, czosnku suszonego, płatków chilli, tymianku, oregano, słodkiej papryki, kozieradki, sumaku. 
  • jogurt sojowy naturalny
  • dwa ząbki czosnku
  • odrobina soku z cytryny
  • spory kawałek kapusty pekińskiej
  • 1 pomidor
  • kilka plasterków cebuli
  • kilka rzodkiewek
  • świeży i kiszony ogórek
  • tortille pszenne
Przygotowanie:
  1. Na kilka godzin przed przygotowywaniem kebabów, przyprawiamy tofu. Jeśli używacie stripsów Polsoi, omińcie sól, ale dodajcie podane przyprawy, aby tofu było jeszcze bardziej aromatyczne. Jeśli używacie naturalnego tofu, dodajcie więcej przypraw i sól - wymieszajcie wszystkie zioła, sól, pieprz w miseczce, dodajcie dwie łyżeczki oleju roślinnego i bardzo dokładnie wymieszajcie. Odstawcie do przegryzienia się smaków.
  2. Do naturalnego jogurtu dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, sól, pieprz i odrobinę soku z cytryny. Możecie też przemycić natkę pietruszki, miksując ją z czosnkowym jogurtem i uzyskując zielony sos. 
  3. Zamarynowane tofu smażymy ok. 8 minut na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając, jednak pozwalając, by tofu się zrumieniło.
  4. W międzyczasie drobno kroimy wszystkie warzywa, a tortille podgrzewamy na suchej patelni (najlepiej do grillowania).
  5. Na placki pszenne nakładamy gorące kawałki tofu i warzywa, dodajemy sos, zawijamy tortille. 
  6. Smacznego! 


Czytaj Więcej »

sobota, 5 marca 2016

Flaczki z boczniaka z kaszą jaglaną


Za każdym razem kiedy wracam do rodzinnego miasta na weekend, w soboty wybieram się z rodzicami na rynek i niezmiennie zachwycam się tym samym stoiskiem. Nigdzie w Polsce nie widziałam jeszcze tak pięknych i jędrnych boczniaków niż u pary pilskich dostawców, którzy za punkt honoru obrali sobie sprzedaż najsmaczniejszych i najpiękniejszych pieczarek i boczniaków w okolicy. Oczy jedzą już na zakupach, więc za każdym razem przynoszę z targu przynajmniej kilogram boczniakowatych. Czasami, podsmażone z cebulką i sosem sojowym są tylko dodatkiem do obiadu, częściej robimy z nich "śledzika" z tego przepisu, a ostatnio padło na pierwsze skrzypce w zupie imitującej znienawidzone przez wielu, kochane przez innych flaki. Szczerze mówiąc trudno określić mi w jakim procencie smak zup się pokrywa, bo w czasach, gdy jadłam mięso nigdy nie ciągnęło mnie do tego dania, za to mięsożerny tata i roślinna ja, mamy identyczne zdanie na temat boczniakowych flaczków - bajka. Pikantnie przyprawione, pełne warzywnego aromatu, gęste i syte dzięki grzybom i kaszy. Zadowolą każdego wielbiciela tradycyjnych smaków i rozgoszczą się w stałym rodzinnym menu. Dodatkową ich zaletą jest fakt, że w medycynie chińskiej i japońskiej, boczniaki są z całą powagą traktowane jako środek przedłużający życie, zatem na zdrowie i na długie życie, smacznego!


Składniki:
  • ok. 300/400g boczniaków
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • kawałek selera (wielkość według uznania)
  • 2 cebule
  • natka pietruszki
  • 3 ząbki czosnku
  • 1,5 litra wody
  • gałka muszkatołowa - ok. pół łyżeczki
  • świeżo mielony pieprz czarny
  • sól
  • szczypta suszonej papryczki chilli
  • łyżka majeranku
  • ziele angielskie - około 5 ziaren
  • 3 listki laurowe
  • olej roślinny
  • zasmażka z około 2 łyżek mąki - w sieci znajdziecie banalne przepisy na zasmażki bezglutenowe i tradycyjne, ja swoją zrobiłam z bezzapachowego oleju kokosowego
  • opcjonalnie kasza jaglana - pół szklanki (objętość przed ugotowaniem)


Przygotowanie:
  1. Cebulkę kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na oleju roślinnym. W międzyczasie boczniaki myjemy i kroimy w paseczki, dorzucamy je do cebulki. Całość podsmażamy przez mniej więcej 3-4 minuty. 
  2. Marchew, pietruchę i seler kroimy w drobne paski (tak jak tradycyjnie postępuje się z włoszczyzną:)). 
  3. Wodę wraz z zielem angielskim i listkami laurowymi zagotowujemy w dużym rondlu, solimy i wrzucamy do niej warzywa. Gotujemy kilka minut na wolnym ogniu, po czym dorzucamy boczniaki podsmażone z cebulką i gotujemy jeszcze przez 15 minut. 
  4. Teraz przyprawiamy: pieprzem, gałką muszkatołową, majerankiem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem i ewentualnie jeszcze odrobiną soli, gotujemy na minimalnym ogniu przez około 5 minut. 
  5. Jeśli czujemy taką potrzebę dodajemy zasmażkę i zagotowujemy, zupa jest pyszna również w rzadszej, rosołowej formie.
  6. Kaszę jaglaną gotujemy według wskazówek na opakowaniu, dorzucamy do zupy. 
  7. Smacznego! 
Czytaj Więcej »