Menu

Image Map

sobota, 27 lutego 2016

Warstwowy sernik jaglany ciasteczkowo-owocowy


Zapach malin, mleka kokosowego i wanilii. Kwaśno-słodko-słony smak, kremowo-wybuchowo-krucha tekstura plus duma z tego, że nawet nie odpaliłeś piekarnika, by zrobić ciasto, od którego uszy się trzęsą. Gest Kozakiewicza w kierunku wszystkich, którzy śmieją się z weganizmu. Idealny świąteczny czasoumilacz, prezent urodzinowy, niespodzianka dla przyjaciół i dowód na to, że z kaszy można zrobić wszystko. Przed Wami trzywarstwowy sernik jaglany, w którego przygotowanie włożyłam dużo serca i przy którym zdrowszym biodrem tańczyłam do "Doo-Woop". Glony wprowadzają mnie chyba w stan uniesienia, bo za każdym razem, gdy używam agaru, chce mi się tańczyć...
Ten niby-sernik polecany jest wszystkim, którzy boją się swojego debiutu w roślinnych "wypiekach". To ciacho z serii zmieniających życie, możecie zrobić je na milion sposobów, a prawdopodobnie za każdym razem będziesz zaskoczony.  

Składniki:
  • szklanka suchej kaszy jaglanej
  • puszka mleka kokosowego
  • 2,5 szklanki: innego mleka roślinnego, wody lub mieszanki wody z mlekiem
  • laska wanilii - opcjonalnie
  • łyżka oleju kokosowego - opcjonalne
  • do posłodzenia kaszy: syrop z agawy/ksylitol/cukier - co tylko macie w szafkach, dosładzajcie według własnych upodobań, u mnie to około 4 łyżki cukru trzcinowego
  • 3 łyżeczki soku z cytryny
  • szklanka mrożonych lub świeżych malin
  • szklanka mrożonych lub świeżych jagód
  • łyżka ulubionej owocowej konfitury - opcjonalnie
  • łyżeczka agaru
  • opakowanie (ok. 180g) wegańskich herbatników/ciastek - u mnie słono-słodkie, do kupienia również w wersji bezglutenowej
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • 10 daktyli
Przygotowanie:

  1. Owoce rozmrażamy na sicie, by pozbyć się nadmiaru wody.
  2. Kaszę jaglaną przepłukujemy na sicie: wrzątkiem i zimną wodą. Gotujemy na wolnym ogniu w mleku kokosowym i innym roślinnym lub wodzie (proporcje w składnikach). Jeśli mamy, dodajemy wyłuskane ziarenka i całą laskę wanilii. Dosładzamy. Dosyć często mieszamy i kaszę gotujemy do czasu aż całkowicie wchłonie płyn, będzie kleista, miękka i... "pyrkająca" :) - ok. 15-18 minut. 
  3. W międzyczasie przygotowujemy spód. Daktyle zaparzamy wrzątkiem i odstawiamy na około 8-10 minut, by zmiękły. Ciasteczka dokładnie kruszymy w kielichu blendera, dodajemy namoczone daktyle i masło orzechowe, miksujemy na wysokich obrotach, żeby masa była dość klejąca, kiedy weźmiemy ją między palce. 
  4. Spód okrągłej formy o średnicy około 22cm, wykładamy papierem do pieczenia, a następnie "wyklejamy" ciasteczkową masą. Wkładamy do zamrażalnika na ok. 10 minut.
  5. Do kielicha blendera dodajemy całą ugotowaną masę jaglaną (uprzednio wyjmując laskę wanilii), dodajemy sok z cytryny i olej kokosowy, miksujemy na najwyższych obrotach do uzyskania gładkiej masy, ewentualnie dosładzamy lub dodajemy więcej soku z cytryny. Jeśli chcemy jagielnik czekoladowy - dodajemy kakao. 
  6. Zmiksowaną masę natychmiast przekładamy na schłodzony wcześniej spód, zostawiając w kielichu blendera około 4 łyżki (na oko). 
  7. W małym rondelku podgrzewamy około dwie łyżki rozmrożonych jagód z łyżką pozostałej w blenderze masy jaglanej i łyżeczką agaru. Rozcieramy całość na dnie rondelka, od czasu bulgotania podgrzewamy jeszcze około 30 sekund, uważając by nie przypalić masy. Po tym czasie natychmiast przekładamy masę z rondelka do pozostałej w blenderze kaszy i reszty rozmrożonych owoców (opcjonalnie z dodatkiem konfitury) - wszystko blendujemy na gładką masę i wykładamy na wierzch ciasta. 
  8. Formę przykrywamy sreberkiem i odstawiamy do lodówki do schłodzenia na kilka godzin.
  9. Wierzch posypujemy np. pyłem z truskawek z tego przepisu- klik! przy użyciu sitka o drobnych oczkach
  10. Smacznego!






Czytaj Więcej »

czwartek, 25 lutego 2016

Kotleciki à la rybne w sosie koperkowym


To kolejne danie, które powstało z przypadku, a na stałe zagości w rodzinnym menu. Kotlety przygotowałam podobnie jak pulpeciki do spaghetti z tego przepisu, jednak tym razem w lodówce uśmiechało się do mnie tofu wędzone. Dzień wcześniej z sentymentem przypomniałam sobie dawne pulpeciki w jasnym sosie koperkowym, które robiła moja mama, zatęskniłam i zrobiłam własną wersję. Są nieco bardziej miękkie niż te, których używam do spaghetti, mają specyficzny wędzony posmak, który imituje rybkę, a zanurzone w gorącym koperkowym sosie przypominają dzieciństwo. Jeśli nie zraziliście się do tego dania w czasach stołowania się w szkole i przedszkolu, na pewno przypadnie Wam do gustu. Bardzo ważne, zarówno w kotlecikach, jak i sosie jest użycie aromatycznego pieprzu, jeśli jeszcze sami nie mielicie go w młynku, warto o tym pomyśleć, bo moje kuchenne przygody nauczyły mnie, że pieprz pieprzowi nierówny... :)


Składniki na około 10 kotlecików:
  • kostka wędzonego tofu
  • pół szklanki suchej kaszy jaglanej
  • mała cebula
  • 3 łyżeczki płatków drożdżowych (opcjonalnie)
  • 2 łyżeczki sosu sojowego (zwykły lub bezglutenowy)
  • 2 lub 3 łyżki bułki tartej - zwykłej lub bezglutenowej
  • pół drobno posiekanej natki pietruszki (opcjonalnie) lub pietruszka suszona  
  • świeżo mielony czarny pieprz - sporo, ale ilość zależy od własnych upodobań
  • sól
  • ząbek czosnku
  • jeśli stwierdzicie, że masa nie jest wystarczająco zwarta - odrobina dowolnej mąki

Składniki na sos koperkowy:

  • łyżka oleju roślinnego
  • szklanka mleka sojowego niesłodzonego (ewentualnie +2 łyżki) 
  • dwie łyżki mąki
  • pieprz, sól 
  • pół pęczka koperku (lub więcej)
Przygotowanie:

  1. Kaszę jaglaną gotujemy chwilę dłużej niż według wskazówek na opakowaniu, tak by była bardzo klejąca (ja gotuję ją w bulionie warzywnym, możecie do gotowania dodać liść laurowy, trochę kurkumy, soli i ziela angielskiego) 
  2. W blenderze kielichowym/thermomixie/dowolnej maszynie, która porządnie mieli i sieka (:)): blendujemy pokruszone wcześniej tofu, kaszę jaglaną, pokrojoną cebulkę, czosnek, wszystko z dodatkiem przypraw, sosu sojowego i płatków drożdżowych. Na końcu dodajemy bułkę tartą i mieszamy łyżką, sprawdzając czy konsystencja jest odpowiednia do lepienia kotlecików. 
  3. Na dużej patelni rozgrzewamy olej, w dłoniach formujemy kotleciki i smażymy je z każdej strony przez około 5 minut, często sprawdzając czy masa nie przywiera - ja wtedy przesuwam kotleciki łopatką silikonową i często potrząsam patelnią - w zupełności wystarczy. Początkowo może Wam się wydawać, że kotleciki są zbyt miękkie, ale ostatecznie będzie to ich zaletą, bo w lekko chrupiącej skorupce schowa się delikatne wnętrze.
  4. W międzyczasie przygotowujemy sos dokładnie według tych wskazówek: w małym rondelku o grubym dnie rozgrzewamy łyżkę oleju, powoli dodajemy do niego dwie łyżki mąki bardzo dokładnie rozcierając całość trzepaczką kuchenną. Kiedy całość się rozpuści i powstanie tzw. zasmażka, powoli i cienką strużką dodajemy mleko, cały czas bardzo dokładnie mieszając. Na końcu przyprawiamy szczyptą soli, pieprzem i świeżo posiekanym koperkiem. 
  5. Podajemy samodzielnie/ z ziemniakami i buraczkami/z kromką świeżego ciemnego chleba, jak lubicie. Smacznego!
Czytaj Więcej »

sobota, 20 lutego 2016

Krem z kukurydzy i pora z mleczkiem kokosowym



Kilka dni temu znajoma z licealnych czasów poprosiła mnie o przypomnienie podanego przed laty i zagubionego przepisu na najlepszą zupę-krem z kukurydzy. Zaczęłam odtwarzać w głowie poszczególne składniki, a tym samym przypomniałam sobie słodki smak lata i kukurydzy, pikantne szczypanie w język przez chilli i przesiadywanie kątem w kawalerce brata i jego narzeczonej, kiedy opłatą za wynajem były moje kulinarne eksperymenty. Z każdą kolejną linijką odtwarzanego przepisu byłam coraz bardziej spragniona powrotu do tych smaków i dobrych emocji, ale nadałam zupie nieco świeżości. Dodatek pora wynika tylko z tego, że wdzięczył się do mnie z najwyższej półki w kuchni i nie do końca wiedziałam co z nim zrobić, a mleczko kokosowe to naturalne zastępstwo śmietany, której dawniej używałam do zup, a która teraz nie dorasta do pięt szlachetnej kokosowej nucie. Wszystkie te składniki tworzą kompozycję na tyle smaczną, że przez niemal dwa pełne dni jadłam tę zupę do śniadania, na obiad i kolację. W towarzystwie drożdżowych paluchów lub pszennej spieczonej pity. Ten przepis polecam Wam szczególnie w sezonie na piękne i soczyste kolby kukurydzy, ale jeśli tak jak mnie, dopadnie Was sentymentalna tęsknota za smakiem lata, kukurydza z puszki też da radę... :)  



Składniki:

  • 1 spory por
  • 2 duże kolby kukurydzy lub 2 puszki kukurydzy konserwowej dobrej jakości (w tych najtańszych często trafiają się ciemne, twarde ziarenka, a te nie nadają się do zmiksowania i przeszkadzają w jedzeniu :))
  • 2 spore ziemniaki
  • ok. litr warzywnego bulionu
  • 2 łyżki oleju roślinnego (lub dobrej jakościowo margaryny)
  • 4 łyżki mleczka kokosowego
  • łyżeczka suszonego imbiru (lub mniej, w zależności od preferencji smakowych)
  • łyżeczka kurkumy
  • spora szczypta pieprzu cayenne
  • sól, pieprz
  • pół świeżej papryczki chilli do podania - opcjonalnie

Przygotowanie:
  1. W wysokim garnku o grubym dnie rozgrzewamy dwie łyżki oleju i podsmażamy na nich drobno posiekaną jasną część pora i ziarna kukurydzy. Kukurydza zacznie delikatnie puszczać sok, więc zacznie się duszenie, a nie podsmażanie - powinno ono trwać około 8-10 minut, warto przemieszać warzywa co jakiś czas.
  2. Do podduszonych ziarenek i pora wlewamy bulion warzywny, dorzucamy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki i całość gotujemy na wolnym ogniu przez około 20 minut, aż pyrki wyraźnie zmiękną. :) 
  3. Na końcu doprawiamy zupę pieprzem zwykłym i kajeńskim, solą, kurkumą, imbirem, zabielamy mlekiem kokosowym i miksujemy na wysokich obrotach miksera/blendera, aż zupa będzie miała kremową konsystencję. Próbujemy i ewentualnie dosmaczamy. :) 
  4.  Podajemy z listkiem tajskiej bazylii/szczyptą chilli/świeżą chilli posiekaną i pozbawioną ziarenek/prażonym sezamem. Smacznego!






Czytaj Więcej »

środa, 17 lutego 2016

Truskawkowo-bananowy budyń jaglany

Bardziej uważni z Was pewnie zdążyli się zorientować, że ostatnie tygodnie mijają u mnie pod hasłem budyniu... Na zmianę owsianego i jaglanego, waniliowego i czekoladowego, w przeróżnych wariacjach. Takie śniadania stawiają mnie na nogi, szczególnie w trudniejsze dni. Budzą najlepsze związane z dzieciństwem emocje, a do tego, co jest ich najważniejszym atutem - wbrew pozorom nie wymagają wiele czasu, jeśli mamy pod ręką dobry blender. Budyń jaglany możecie przygotować na dwa sposoby - tak jak poniższy, wcześniej miksując suchą kaszę w młynku do kawy lub gotując kaszę w całości, a następnie miksując ją w blenderze. Pierwsza opcja jest nieco szybsza. Pamiętajcie, że jeśli nie używacie kaszy jaglanej z ekologicznych upraw, przed gotowaniem warto przepłukać ją zimną wodą, wrzątkiem i jeszcze raz zimną wodą na sicie o maleńkich oczkach. To da Wam gwarancję, że pozbędziecie się charakterystycznej goryczki. Do dzieła! :) 

Składniki na 3 porcje widoczne na zdjęciu:
  • 5 płaskich łyżek kaszy jaglanej zmielonej np. w młynku do kawy
  • 2 szklanki mleka (u mnie owsiane) + 1 łyżka do zmiksowania truskawek i bananów
  • 2 łyżeczki oleju kokosowego lub innego roślinnego
  • 2/3 łyżki ksylitolu lub dowolnego słodzika
  • opcjonalnie ziarenka wyłuskane z laski wanilii
  • 2/3 szklanki mrożonych lub świeżych truskawek (w zależności od sezonu)
  • 1 banan
  • do podania: tarta czekolada, kawałki owoców lub jak na zdjęciu - posypka z truskawek (przepis podawałam przy okazji przepisu na czekoladowy budyń owsiany - klik!
Przygotowanie:

  1. Do rondelka o grubym dnie wlewamy mleko, dosypujemy zmieloną kaszę jaglaną, ziarna wanilii i słodzik. Całość podgrzewamy, często mieszając, aż dojdzie do wrzenia. Wtedy zmniejszamy ogień do minimalnego i nieustannie mieszając masę trzepaczką czekamy aż masa odpowiednio zgęstnieje, a kasza będzie zupełnie miękka. 
  2. Rozmrożone truskawki i banana miksujemy z dodatkiem łyżki mleka na gładki mus.
  3. Do kielicha blendera (gdzie mamy już gotowy mus owocowy) dodajemy jeszcze gorący budyń, całość miksujemy około minutę na wysokich obrotach, ewentualnie dodajemy jeszcze nieco mleka i słodzika (wedle uznania)
  4. Budyń podajemy na ciepło lub zimno, posypany kawałkami owoców/tartą czekoladą/posypką truskawkową, czym tylko lubicie). Smacznego!








Czytaj Więcej »

poniedziałek, 15 lutego 2016

[KONKURS] Roślinne Trójmiasto - Wege Stacja

Dobre jedzenie zaczyna się od serca. Od serca kogoś, kto rozumie jak ważna jest świeżość produktów, rozmawia i rozumie swoich gości, a nade wszystko od kogoś, komu przyświeca prosta, acz piękna idea napędzająca mały rodzinny biznes. Taką ideą jest weganizm i oparcie menu o jak najmniej przetworzone produkty, a jej propagatorką jest Hania prowadząca Wege Stację. To nowy kameralny lokal na wegańskiej mapie Trójmiasta, w którym zaskakuje nie tylko smak potraw, ale także ich cena i dbałość o produkty, z których powstają. Znajduje się tu w sumie 12 miejsc siedzących, wystrój jest raczej minimalistyczny, z wyjątkiem pięknej kolorowej ściany pełnej warzyw i owoców. Lokalizacja jest idealna przede wszystkim dla osób podróżujących SKM-ką, gdyż bar znajduje się właściwie na terenie świeżo odnowionej stacji Żabianka (wyjście od strony Subisława). Z łatwością dotrzecie tam również po krótkim spacerze z przystanku tramwajowego o tej samej nazwie.

Poniżej przedstawiam Wam dania i napoje z menu, które brały udział w naszym "teście smaku" z krótkim ich opisem:

1. Burger sojowy  

     
Niech nie zmyli Was nazwa, ten burger nie ma nic wspólnego z gotowymi kotletami sojowymi, chwilami przypominającymi podeszwę... :) To domowy, własnoręcznie ukręcony kotlet, którego podstawę stanowi soja, spora ilość podsmażonej cebulki, siemię lniane, sos sojowy i masa aromatycznych przypraw. Niby nic specjalnego, ale smak był tak cudowny, że przez kolejnych kilka dni opowiadaliśmy znajomym, że muszą spróbować, szczególnie, że takiego burgera kupicie za dyszkę.

2. Jaglany pudding czekoladowy

Zdrowy i pyszny deser za kilka złotych, właściwie sprawdzi się również jako pierwsze lekkie śniadanie. Sytości dodają mu nerkowce, a w buzi przyjemnie strzela wybuchowo smaczny granat. Plus za to, że nie był przesłodzony! :)

3. Zupa krem z buraków

100% buraka w buraku, rozgrzewający posiłek na szybko za 4 zł, jedna z propozycji na zupę dnia, która zmienia się codziennie. Piątka z plusem za lekko pikantny smak.

4. Kawa na mleku sojowym z domowym syropem cynamonowym

Kawa pozytywnie zaskoczyła mnie na równi z burgerem. Przepyszna, esencjonalna, z delikatnie spienionym mlekiem sojowym. Całości dopełnia doskonały domowy syrop cynamonowy, który sprawdza się idealnie w obecnej aurze.

5.Herbata szpinakowo-miętowa

Długo wahałam się czy warto spróbować herbat warzywnych, ale Hania dodała mi odwagi i było warto. Z tej i poniższej wersji skłaniam się właśnie ku szpinakowi i mięcie, bo nadaje dużo świeżości i świetnie sprawdzi się jako zakończenie sytego obiadu.

6.Herbata imbirowo-marchewkowa

Imbir i marchewkę zdradziłam z powyższą wersją, co nie znaczy, że nie ma ona swojego uroku. Klucz tkwi w czasie parzenia - optymalny to równe 3 minuty, my robiliśmy to o ciut za długo, dlatego imbir miał zbyt intensywny smak, ale są różne gusta, więc dla wielbicieli tego specyficznego smaku w płynnej wersji, będzie to strzał w dziesiątkę.

Poza tymi pozycjami w Wege Stacji znajdziecie np. krokiety z soczewicy, gołąbki, kotleciki ze szpinaku czy cieciorki, placki ziemniaczane, makarony, tartę warzywną. Menu stale się zmienia. Póki co dania możecie zjeść według upodobań drewnianymi lub plastikowymi sztućcami.

Dodatkowym i ogromnym w moich oczach atutem Wege Stacji jest to, że prowadzą go panie z pasją: poza Hanią m.in. jej przyjaciółka i mama, które dbają o to, by finalne danie składało się z najlepszych domowych produktów. Np. ciasta pieczone są z użyciem domowego mleka sojowego, a takie mleko możecie również zamówić w lokalu w cenie 4 zł na litr! :)

Lokal działa w godzinach 10.00 (lub wcześniej) - 20.00.

Wege Stacja i osoby, które ją tworzą tak bardzo skradły moje serce, że chciałabym podzielić się z Wami tą radością... :) Z tej okazji dziś o 21.00 na moim profilu FB (klik) znajdziecie konkurs, w którym będzie można zgarnąć podwójne zaproszenie na burgera i wybrany napój w Wege Stacji. Zapraszam!



















Czytaj Więcej »

sobota, 13 lutego 2016

Kruche ciasteczka z polewą pomarańczowo-imbirową



To chyba najprostszy przepis na wegańskie ciacha, jaki tylko można sobie wymarzyć, bo jego podstawowe składniki skrywamy na co dzień w otchłani kuchennych szafek. W smaku przypominają nieco domowe herbatniki, ale z wyraźną waniliową nutą. Przełamane smakiem pomarańczowego lukru, w towarzystwie czarnej kawy, smakują jak samo... niebo. Są idealną propozycją na prezent dla przyjaciół, umilenie weekendu, święta, jubileusze wszelakie. Cieszą dorosłych i maluchy, odczarowują mity o nieudanych wegańskich wypiekach. Dają radę! Możecie ozdobić je czekoladą i kolorowymi posypkami, albo oszczędzić sobie pracy i zjeść saute. Ich dodatkowym atutem jest bardzo krótki czas przygotowania i możliwość zintegrowania rodziny przy wspólnym wykrawaniu ulubionych wzorów... :)

Bo czym byłby świat bez kruchego ciastka?



Składniki na około 40 ciastek:
  • 2,5 szklanki mąki pszennej
  • 180 ml oleju rzepakowego
  • 3/4 szklanki cukru pudru 
  • 100 ml mleka roślinnego - u mnie owsiane
  • ziarenka wyłuskane z laski wanilii
  • szczypta soli
  • płaska łyżeczka sody
  • 3 łyżki soku z pomarańczy
  • szklanka cukru pudru
  • pół łyżeczki suszonego imbiru
Przygotowanie:

  1. W wysokiej misce rozcieramy cukier puder i olej (na średnich obrotach miksera), kiedy cukier się rozpuści i powstanie gładka masa, powoli dolewamy mleko (o pokojowej temperaturze!), ciągle miksując. 
  2. Do gładkiej masy dodajemy ziarenka wanilii, sól, sodę i całość jeszcze raz bardzo krótko miksujemy na niskich obrotach. 
  3. Teraz dodajemy kolejno: jedną szklankę mąki - bardzo dokładnie zagniatamy masę przy pomocy np. dużej drewnianej łyżki, podobnie postępujemy po dodaniu drugiej szklanki, a na końcu (po dodaniu ostatniej połowy szklanki mąki) zagniatamy ciasto rękoma, aż do uzyskania zwartej, gładkiej kuli.
  4. Ciasto rozwałkowujemy na stolnicy posypanej mąką, rozwałkowujemy "na dwie tury" i wykrawamy pożądane kształty. 
  5. Pieczemy 8-10 minut w temperaturze 180 stopni. 
  6. Po wyjęciu z piekarnika odkładamy ciasteczka do ostygnięcia. 
  7. Polewa: Do miseczki wlewamy sok z pomarańczy, stopniowo dodajemy cukier puder, energicznie rozcierając lukier łyżką stołową (możemy dodać odrobinę kurkumy dla koloru). 
  8. Ciasteczka delikatnie smarujemy lukrem przy pomocy pędzelka kuchennego, posypujemy np. sezamem.
  9. Przechowujemy w szczelne zamkniętym pojemniku, nawet do kilku tygodni. Smacznego!

Czytaj Więcej »

Kokosowa tapioka z musem z truskawki i ananasa


Co prawda "Walentynek" nie obchodzę, ale każda okazja, także ta magiczna dla niektórych, niedziela 14-ego lutego jest doskonała, aby sprawić przyjemność ukochanej osobie. Jeszcze lepiej, kiedy ta przyjemność jest pysznym, ale umiarkowanie kalorycznym deserem o egzotycznym smaku kokosa i ananasa i swojskiej truskawki pachnącej latem. Gotowanie w kokosowym mleku to zdecydowanie ciekawszy sposób podania tapioki niż ten, znany z reguły z galerii handlowych, w postaci "strzelającej" zimnej herbaty. Zupełnie wyjątkowa konsystencja przyprawia o uśmiech na twarzy każdego smakosza, a kto wie, może powoli skraść komuś serce... :)

Smacznego!  



Składniki na 4 porcje:


  • 2 puszki mleka kokosowego
  • 1/3 szklanki drobnej tapioki
  • 6 łyżek cukru trzcinowego 
  • opcjonalnie: ekstrakt waniliowy lub ziarna z laski wanilii
  • łyżeczka soku z limonki
  • mały bardzo dojrzały ananas
  • szklanka truskawek (obecnie mrożonych)


Przygotowanie:

  1. Tapiokę zalewamy mlekiem kokosowym i odstawiamy na około godzinę. Po tym czasie dodajemy cukier i wanilię, zagotowujemy.
  2. Gotujemy na małym (!) ogniu przez ok. 12 minut, często mieszając, aż perełki tapioki będą przezroczyste i miękkie, ale nadal lekko strzelające w ustach :)
  3. Truskawki i ananasa kroimy w drobne kawałki i miksujemy na najwyższych obrotach na gładki mus, wedle uznania dodajemy odrobinę cukru, ja ten element omijam, bo owoce nadają świeżości i kwaskowości całemu deserowi. 
  4. Ugotowaną tapiokę przelewamy do małych słoiczków lub pucharków – na początku będzie rzadka, zgęstnieje po kilku godzinach. Zostawiamy na kilka minut do ostygnięcia, aby delikatnie stężała, po tym czasie ułożyć kiwi tak jak na zdjęciu, delikatnie zalać sosem owocowym, tak przygotowany pudding odstawiamy do schłodzenia do lodówki, podawać na zimno.


Czytaj Więcej »

środa, 10 lutego 2016

Papryki faszerowane mielonym tofu, ryżem i pieczarkami z serowym sosem beszamelowym


Weganin też człowiek i nie samymi nasionami chia żyje. I o ile łatwo jest znaleźć pożywne roślinne gotowce, np. w Berlinie i Czechach, to w Polsce czasami bywa z tym trudno, nie mając na uwadze jedynie sklepów dedykowanych osobom na diecie bezmięsnej. Sama mając niekiedy bardzo intensywne dni, lubię mieć w lodówce awaryjną mrożonkę, stały zapas tofu, czy pomidorową passatę, ale o gotowym mielonym tofu kiedyś nawet nie marzyłam. To o wiele zdrowszy i smaczniejszy zamiennik granulatu sojowego, Sojowe mielone okraszone jak sporą ilością ziołowych przypraw i idealnie nada się jako składnik szybkiego obiadu w postaci nadzianych papryk, naleśników, tortilli czy jako podstawa wegańskiego bolognese (możecie je przygotować według TEGO przepisu, zamieniając granulat na tofu). Takie mielone oczywiście możecie przygotować w domu, podpiekając pokruszone i przyprawione kawałeczki w piekarniku, jednak ten wpis jest dedykowany osobom, które czasami wybierają drogę na skróty i są ciekawe nowości na naszym polskim wegańskim rynku. Ten produkt to 1/3 nowej serii firmy Polsoja, w skład której poza mielonym wchodzą jeszcze małe, zgrabne falafele i stripsy z tofu - o wrażeniach smakowych będę Was informowała na Instagramie. A dziś przed Wami bardzo prosty przepis na słodkie pieczone papryki faszerowane mielonym tofu, ryżem, pieczarkami, cebulką i groszkiem podane z serowym sosem beszamelowym. Przygotowanie takiego obiadu, odliczając czas pieczenia, trwa około 15 minut, a efekt jest taki, że zjedliśmy dokładkę. :)

Składniki na 4 porcje:

  • 4 duże papryki
  • opakowanie (180g) mielonego tofu
  • biała cebula
  • 250g pieczarek  
  • garść mrożonego groszku
  • pół szklanki ryżu
  • łyżka oleju roślinnego
  • dwa ząbki czosnku
  • spora ilość świeżo mielonego pieprzu
  • sól
  • trzy łyżeczki ziół dalmatyńskich lub innych podobnych (oregano, bazylia, majeranek, rozmaryn, cząber, tymianek, szałwia)
Na sos:

  • łyżka roślinnej margaryny lub oleju
  • dwie łyżki mąki
  • łyżka płatków drożdżowych
  • pieprz, sól
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej
  • szklanka naturalnego niesłodzonego mleka sojowego lub innego roślinnego

Przygotowanie:

  1. Ryż gotujemy w lekko osolonej wodzie 2,3 minuty krócej niż według wskazówek na opakowaniu.
  2. Na dużej patelni rozgrzewamy olej, podsmażamy cebulkę, posiekane pieczarki, mielone tofu i groszek. Na końcu dodajemy zioła, przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i sporo pieprzu. 
  3. Papryki dokładnie myjemy, odcinamy "daszki" - jak na zdjęciu, wycinamy środek papryki, usuwamy nasiona i nakładamy farsz do wewnątrz.
  4.  "Zamykamy" papryki, bardzo delikatnie smarujemy minimalną ilością oleju roślinnego na pędzelku, pieczemy ok. pół godziny w temperaturze 190 stopni.
  5. W międzyczasie przygotowujemy sos DOKŁADNIE według tych wskazówek: w małym rondelku o grubym dnie rozgrzewamy łyżkę margaryny, powoli dodajemy do niej dwie łyżki mąki bardzo dokładnie rozcierając całość trzepaczką kuchenną. Kiedy całość się rozpuści i powstanie tzw. zasmażka, powoli i cienką strużką dodajemy mleko, cały czas bardzo dokładnie mieszając. Na końcu, ciągle energicznie mieszając dorzucamy łyżkę płatków drożdżowych, szczyptę soli, pieprz i gałkę muszkatołową.
  6. Papryki podajemy delikatnie polane sosem, z ewentualną jego dokładką obok. :)
Smacznego!












Czytaj Więcej »

wtorek, 2 lutego 2016

Śniadanie do łóżka: budyń jaglany z grillowanym bananem i gorzką czekoladą


Jedzenie to nie tylko obowiązek, ale także jedna z najlepszych nagród. Za zdany egzamin, za awans w pracy, za sukcesy na siłowni, dobrze wykonany remont, czy ukończenie kolejnego pięknego roku życia. A takie nagrody, nie od dziś wiadomo, najlepiej smakują podane do łóżka przez ukochaną osobę. Partnera, babcię, brata, każdego, kto odważy się stanąć do kulinarnych potyczek z kaszą jaglaną, owsiankami i kolorowymi wyciskanymi sokami. Puśćcie do bliskich oko, dając do zrozumienia, że niektóre tłuściutkie i pełne pszennej mąki śniadania, można z łatwością i powodzeniem wymienić np. na taki, pełen zdrowia budyń jaglany. I sami zróbcie czasami to samo dla swoich ukochanych! Kiedyś nawet nie podejrzewałam ile radości może sprawić rozpustny, ale nadal zdrowy i w pełni roślinny budyń jaglany. Szybki do wykonania w wersji waniliowej, czekoladowej, cynamonowej, jakiej tylko chcecie (i w jakiej chcą Wasi bliscy). Trochę jedzeniowej radości z rana, za każdym razem sprawi, że dzień będzie piękny i... łatwiejszy. No, to dość gadania, do dzieła!

Składniki na 2 porcje:

  • pół szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 2,5 szklanki mleka - u mnie ryżowo-migdałowe
  • po sporej szczypcie cynamonu i imbiru suszonego
  • odrobina soli 
  • łyżeczka oleju kokosowego lub innego roślinnego
  • dowolny słodzik - u mnie daktylowy w ilości jednej łyżki, bo banan i czekolada nadają dużooo słodyczy
  • cztery kostki gorzkiej czekolady + kilka kropel oleju kokosowego lub innego roślinnego
  • dwa banany
  • ulubione orzechy
Przygotowanie:

  1. Kaszę dokładnie przepłucz na sicie - najpierw zimną wodą, a później wrzątkiem
  2. Kaszę gotuj w rondelku o grubym dnie w 2 szklankach mleka, przez około 15 minut, co jakiś czas mieszając, pod koniec gotowania dodaj łyżeczkę oleju (opcjonalnie), sól, słód, cynamon i imbir.
  3.  Ugotowaną kaszę przełóż do blendera, dodaj jeszcze pół szklanki mleka i miksuj na wysokich obrotach do momentu uzyskania w miarę gładkiej konsystencji, a'la mus. 
  4. Na patelni do grillowania rozgrzej dosłownie kilka kropel oleju, rozsmaruj je pędzelkiem i grilluj plastry banana po kilka minut z każdej strony.
  5. Gorzką czekoladę rozpuść w rondelku o grubym dnie z dodatkiem kilku kropel oleju. Możesz również rozpuścić ją w kaszy, pod koniec gotowania aby uzyskać budyń czekoladowy. 
  6. Budyń podawaj z plasterkami banana, prażonymi orzechami i polewą z czekolady.
  7. Smacznego!

Czytaj Więcej »