Menu

Image Map

sobota, 31 grudnia 2016

5 najpopularniejszych wpisów 2016 roku


Ostatnio mam dla Was mało czasu i nie mogę pozbyć się wyrzutów sumienia. Z jednej strony smucę się, że trochę zaniedbałam ten mój mały kulinarny świat, z drugiej cieszę się, że nie z braku pomysłów, a jedynie przez to, że moje życie wywróciło się do góry nogami, w pozytywny sposób. Wstawiając na facebookowy profil bloga słynne zdjęcie z kotem i obronioną pracą magisterską nie spodziewałam się tylu ciepłych słów od osób, których w ogromnej większości nie znam, ale muszę Wam coś powiedzieć: tą pozytywną energią sprawiliście, że każdego kolejnego dnia dostawałam coraz lepsze wiadomości z każdej strony Polski, Trójmiasta i... Internetu. Dziś rzadziej dla Was piszę, gotuję i fotografuję, bo mam nową pracę, a właściwie trzy prace, które sprawiają mi ogromną satysfakcję, radość i motywację do ciągłego rozwoju. Zawsze marzyłam o tym, by po dłuższym wolnym tęsknić za pracą (tak jak kiedyś tęskniłam do szkoły, pachnących nowością zeszytów i kreatywnej pracy w grupach na języku polskim). No i mam, tęsknię, odpukać - jestem najszczęśliwsza (i za minutę kończę 25 lat!). Chcąc jakoś zrekompensować Wam brak dawnej, częściej obecnej Werki, obiecuję niespodzianki na początku przyszłego roku: strona nieco się zmieni, teksty będą ukazywały się nieco rzadziej, za to w bardziej obszernej formie, powstaną cykle i więcej wpisów z kręgu dziwnie brzmiącego "lifestyle'u". Póki co, przygotowałam top 5 wpisów z 2016 roku. Jeśli już je znacie, będzie mi miło jeśli wrócicie do nich z jakimkolwiek sentymentem. Jeśli widzicie je po raz pierwszy, dajcie się skusić, by przeczytać/ugotować/obejrzeć.

W ramach blogowej działalności, w zeszłym roku udało mi się wziąć udział w kilku akcjach charytatywnych, prowadziłam warsztaty roślinnego gotowania z dziećmi i młodzieżą, przygotowałam sezonowe propozycje wegańskich dań do restauracyjnej karty pilskiego hotelu Gringo, byłam świadkiem i uczestniczką kolejnych małych-wielkich zmian, których dokonało Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Dziękuję, że byliście i jesteście ze mną, do napisania w 2017 roku! :)

1. Spaghetti carbonara - klik



2. Dieta roślinna w szpitalu - klik


3. Placki cukiniowo-ziemniaczane - klik



4. Meksykańskie pęczotto - klik



5. Błyskawiczne trufle energetyczne - klik


A na koniec dwie piosenki, z którymi wiążę najlepsze emocje i wspomnienia minionego roku... :)



Czytaj Więcej »

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Lunchbox #1: Sałatka z komosą ryżową, pieczonym burakiem, fasolą i migdałami

Poniedziałek zobowiązuje, toteż zaczynamy nowy cykl na blogu. Co tydzień będę dzieliła się z Wami pomysłem na prosty, pożywny i smaczny lunchbox do pracy. Tak, tak - i na mnie przyszedł czas i zaczęłam chodzić do biura jak poważny obywatel. :) Ale bez obaw, nie grozi mi depresja korporacyjna, bo właśnie odkrywam uroki co-workingu, w biurze mam ogromną ścianę obudowaną drewnianymi paletami i pełną zielonych roślin, klimat sprzyja. Poza tym, zawodowo zajmuję się tym, co sprawia mi największą przyjemność - kulinariami i marketingiem, ale może kiedyś opowiem Wam więcej, teraz pora oddać hołd komosie ryżowej... :)
Dzisiejsza propozycja powstała, jak to bywa najczęściej, z niczego. Chciałam przygotować sobie porządne drugie śniadanie, żeby móc zaoszczędzić trochę monet i pozbierałam wszystkie resztki z szafek kuchennych. Ostatnią garść migdałów, końcówkę komosy ryżowej, resztkę fasoli po obiadowym chilli sin carne. Efekt pozytywnie mnie zaskoczył i stanowi kolejny dowód, że dobieranie składników za pomocą klucza-koloru, ma ogromny sens. Dodatkowo, quinoa jest źródłem pełnowartościowego białka, fasola daje nam zastrzyk witaminy B1, migdały doładowują nasze zasoby magnezu, a burak poza doskonałym smakiem serwuje nam ogromną dawkę właściwości antynowotworowych. Nic, tylko jeść, jeść, jeść! :)

Składniki:


  • 1/3 szklanki komosy ryżowej (u mnie czarna)
  • 1 pieczony burak
  • pół szklanki czerwonej fasoli
  • garść prażonych migdałów

na sos:

  • łyżka delikatnej musztardy
  • 2 łyżeczki soku z cytryny lub pomarańczy
  • dwie łyżeczki płynnego słodzika (np. syropu daktylowego/klonowego/z agawy)
  • szczypta soli, pieprzu i opcjonalnie mielonej chilli


Przygotowanie:


  1. Komosę gotujemy z dodatkiem soli według wskazówek na opakowaniu, studzimy.
  2. Blanszowane migdały prażymy na suchej patelni, by lekko się zrumieniły.
  3. Upieczonego wcześniej i obranego ze skórki buraka kroimy w kostkę, fasolę odcedzamy i płuczemy zimną wodą. 
  4. Sos przygotowujemy łącząc wszystkie składniki - musztardę/sok z cytryny/słodzik/przyprawy. Ewentualnie rozcieńczamy wodą, regulujemy smak według upodobań.
  5. Wszystkie składniki łączymy w misce, dodajemy sos i dokładnie mieszamy. Możemy dodać posiekaną natkę pietruszki.



Czytaj Więcej »

poniedziałek, 5 grudnia 2016

10 pomysłów na roślinną Wigilię


Wigilijna wieczerza jest szczególnie wdzięcznym tematem w kontekście diety roślinnej. Tradycja daje nam mnóstwo jarskich przykładów potraw, których podstawę stanowią suszone grzyby, kasze, mak, kapusta, buraki, warzywa korzeniowe. Do tego najlepsze na świecie przyprawy: goździki, listki laurowe, cynamon, kardamon, skórka pomarańczowa i anyż. W całym domu pachnie, a temperatura w sercach wzrasta wprost proporcjonalnie do tej kominkowej. To szczególnie sprzyjające okoliczności, by udowodnić niedowiarkom, że roślinne potrawy mają wyjątkowy charakter, są eleganckie, syte i pyszne.
W dzisiejszym wpisie dzielę się z Wami swoimi świątecznymi klasykami - od dań głównych, przez sałatki i napoje, aż po ciacho okrzyknięte mianem przepisu roku (tak, zawsze jest puszyste!). Przed świętami dorzucę do ulubionej dziesiątki nowe przepisy, które właśnie testujemy wprowadzając się w wigilijny klimat od pierwszych dni grudnia. Top 10 jest i będzie listą otwartą, bo możliwości, jakie dają warzywa, owoce, strączki, kasze i przyprawy są nieograniczone. Jeśli macie swoje ulubione wegańskie dania, bez których nie wyobrażacie sobie świątecznego stołu, podzielcie się w komentarzach! Razem z mamą Kasią jesteśmy w trakcie decydowania jakie potrawy zabierzemy na pierwsze w życiu święta poza domem. Jest ekscytacja, są próby, pachnie szczęściem!


Sesja do wpisu powstała dzięki uprzejmości firmy à Tab (klik). Jeśli zainteresowały Was jakieś elementy zastawy lub złote renifery, na dole przygotowałam spis linków do konkretnych produktów. Pięknej roślinnej Wigilii!



1. Pierogi na dwa sposoby

Z grzybami i suszoną śliwką (klik)lub soczewicowe z pieczarkami (klik). Ciasto z tych przepisów zostało sprawdzone setki razy i jest naprawdę delikatne. Osobiście polecam przygotowanie dwóch wersji - z grzybami i suszoną śliwką jako tę bardziej tradycyjną, a soczewicowe jako nowość. Ta druga zasmakuje szczególnie panom. Pierogi są syte, aromatyczne i teksturą nieco przypominają
mięsną wersję. Koniecznie do podania z cebulką i zieloną pietruszką!




2. "Ryba" po grecku  (klik)

Absolutnie perfekcyjne odwzorowanie ryby po grecku w postaci przesmażonych w panierce kotlecików sojowych zanurzonych w warzywnym farszu. Proste triki, które sprawią, że danie będzie jeszcze bardziej wyjątkowe: wybieranie najmniejszych kotlecików, gotowanie ich z płatem glonów nori, a przed smażeniem obtoczenie w przyprawie do ryb. Podczas smażenia warzyw warto dodać odrobinę wędzonej papryki!



Idealne danie na zimno dla miłośników tradycyjnych smaków. Można przygotować je z białą lub czerwoną cebulą, ogórkiem kiszonym lub konserwowym - pełna dowolność. Jedyną koniecznością jest obfita ilość roślinnego oleju, sporo świeżo mielonego pieprzu, soli i octu. 
Na blogu znajdziecie również przepis na "śledzika" korzennego (klik).

4. Ciasto dyniowe z orzechami włoskimi (klik)

Możecie upiec je w klasycznej formie lub jako muffinki (wtedy skróćcie czas pieczenia do około 25/30 minut). Świąteczna wersja będzie jeszcze lepsza jeśli przełożycie je powidłami. Idealny dodatek do świątecznej kawy. Puszyste, nieprzesadnie słodkie i pachnące korzennymi przyprawami. Jeśli chcecie by było jeszcze bardziej wyjątkowe, na wierzchu ułóżcie plasterki jabłka!

5. Hummus z pieczonym burakiem i chrzanem (klik)

Aby świąteczne pieczywo prezentowało się jeszcze piękniej. Koloru nadaje mu polski burak, a charakteru jeszcze bardziej polski chrzan. :) Właściwie nie musi być to hummus, a pyszna pasta ciecierzycowa, bo dodatek tahiny nie jest konieczny.


 6. Barszcz na domowym zakwasie (klik)

W zeszłym roku spisałam dla Was przepis dziadka Henryka, bo nie byłabym uczciwa pisząc, że sama potrafię ugotować lepszy barszcz. Odkąd żyję (!) właśnie tak zaczynaliśmy wieczerzę wigilijną. Barszcz dziadka, a w nim zatopione uszka, które kilka tygodni wcześniej lepiłyśmy z mamą i babcią. A w uszkach... nic poza własnoręcznie zbieranymi grzybami. Gdyby ktoś obudził mnie w nocy i zapytał jak smakują moje święta wigilijne - powiedziałabym, że właśnie tym daniem.


7. Pasztet fasolowy z suszoną śliwką (klik)

Doskonały pasztet i... żywy królik. Da się, serio. Odkąd po raz pierwszy go upiekliśmy, w każde święta pojawia się podwójna porcja. Wybornie smakuje zarówno na kanapkach, jak i podany samodzielnie (w towarzystwie ulubionego sosu na zimno lu b buraczanego hummusu). Jeśli miałabym dobrać mu warzywną parę, to najlepiej przegryzałby się z ogórkiem kiszonym.


8. Korzenny kompot z jabłek i gruszek (klik)

Nigdy nie lubiłam kompotu z suszu, toteż wspólnie z dziadkiem opracowaliśmy swój własny, świąteczny kompot. Nie szczędzimy wanilii, cynamonu i goździków. Podkręcamy cytryną (przed podaniem wrzucając świeże plastry). Możecie z powodzeniem ugotować wersję wyłącznie gruszkową lub wyłącznie jabłkową, gwarancja jakości zatwierdzona przez rodzinkę.



 9. Zestaw dipów

Do przygotowania bazy na najlepsze sosów przyda się sojonez i jogurt naturalny (np. Sojade). Nasi ulubieńcy to: tatarski (z ogórkiem i grzybkami marynowanymi), pikantny z harissą (to dla Panów!), czosnkowy oraz... sos-nie-sos, czyli właściwie konfitura: żurawina połączona z czarną porzeczką. Dla niektórych może to brzmieć kosmicznie, ale osobiście uwielbiam takie przełamanie smaków i taki słodki dodatek np. do pasztetu.  


10. Kapusta zasmażana z pieczarkami

Naszą kapustę przygotowujemy w proporcji 1kg pieczarek : 1kg kiszonej kapusty. Gotuję kapustę ze sporym dodatkiem pieprzu i liścia laurowego, w międzyczasie przesmażam pieczarki z dodatkiem sosu sojowego. Kapuchę odcedzam, dodaję pieczarki, wszystko smażę ok. 15 minut na dobrej jakości roślinnej margarynie (np. Alsan). Dodaję jeszcze nieco sosu sojowego i ewentualnie pieprzu, gotowe!






Produkty à Tab widoczne na zdjęciach:
  1. Komplet naczyń do zapiekania
  2. Sztućce 
  3. Miseczki-gwiazdki do sosów
  4. Geometryczna donica
  5. Świeczniki
  6. Misa z drewnianą podstawą
  7. Renifer 
  8. Patera
  9. Zastawa stołowa 
  10. Podkładki - płatki śniegu
  11. Komplet kieliszków do czerwonego wina
  12. Świąteczny fartuszek
  13. Kubek ze złotym reniferem
Czytaj Więcej »

środa, 30 listopada 2016

Rób dobro!


Na schroniska można patrzeć różnie. Niektórzy widzą w nich siedliska cierpienia, bólu, samotności i smrodu. Nie przychodzą, by wyprowadzić psy na spacer, bo, jak twierdzą, są zbyt słabi psychicznie. W tym samym czasie inni znajdują w sobie tyle siły psychicznej, że cyklicznie zabierają psy do pobliskiego lasu, by zaznały odrobiny wolności. Sprzątają boksy, malują ściany, ocieplają budy. Schronisko traktują jako hektary wypełnione miłością skrytą w sercach setek psów, zapisaną w każdej z tragicznych historii. Pracują z psami, socjalizują je, do końca wierzą, że nawet te, które 3/4 życia spędziły za kratkami, wreszcie znajdą swojego człowieka.

Uważniejsi z czytelników wiedzą, że temat schronisk wraca do mnie (i zarazem do Was, na bloga) cyklicznie. Być może to ja do niego wracam, jakaś magiczna siła ciągnie mnie do tych pozornie smutnych tematów. Nie byłabym uczciwa robiąc inaczej, bo za każdym razem kiedy przytulam swojego schroniskowego psa (znacie go dobrze z blogowych zdjęć), czuję cudowny spokój, bicie serca zupełnie niewinnej, skrzywdzonej kiedyś istoty, która potrafi czekać na mnie w oknie przez całą dobę. Widzę w jego oczach tysiące bezdomnych oczu i często równocześnie myślę o nieszczęśliwych, samotnych, zestresowanych ludziach, którym taki towarzysz mógłby pomóc. Jeśli wśród Was jest osoba, która waha się w kwestii adopcji: z ręką na sercu przyrzekam, że nasze zaadoptowane zwierzęta są jedną z najważniejszych wartości w moim życiu. Uczą się od nas, a my od nich. W gorsze dni są motywacją do wstania z łóżka, w przeżywaniu emocji bardziej autentyczne niż niejeden człowiek, bezgranicznie oddane. Fakt, schroniskowe psy często są początkowo nieufne, ale każdy ich postęp, gest, stopniowe otwieranie się na kochającego właściciela - bezcenne.

Po co o tym wszystkim piszę? Proponuję, byście tego grudnia obdarowali kogoś (lub siebie!) podwójnie dobrymi prezentami. Firma Home&You (we współpracy z MojaKampania.pl) umożliwia zakup czterech dedykowanych produktów - dwie torby i dwie poduszki. Dochód z ich sprzedaży w całości jest przekazywany na realizację celów kampanii "Przygarnij zwierzaka". Jeśli na tym etapie życia nie możecie pozwolić sobie na adopcję zwierzaka z pełnymi konsekwencjami swojej decyzji - pomyślcie proszę o takiej formie pomocy. Klikając w TEN link znajdziecie wszystkie szczegóły i propozycje produktów, które możecie kupić w sklepie internetowym Home&You. Statystyki i serce podpowiadają mi, że mam wyjątkowych czytelników, dlatego wiem, że jedynym dylematem będzie pytanie: poduszka czy torba? Z kotem czy psem?





Korzystając z okazji, przedstawiam Wam dwa cudowne psiaki, które wyjątkowo potrzebują ciepła domowego ogniska. Oba przebywają w zaprzyjaźnionym gdyńskim Ciapkowie:

Erisek

Średniej wielkości pies, w średnim wieku. Bardzo żywiołowy i energiczny, byłby świetnym towarzyszem zarówno długich wędrówek w lesie, jak i leniwych domowych wieczorów. Przyjacielski, choć czasem zdarza mu się być zazdrosnym o inne psy. Może mieszkać ze starszymi dziećmi. Ma charyzmatyczną osobowość i jak twierdzą wolontariusze - spore poczucie humoru. :) Uwielbia głaskanie i przytulanie!
fot. fotozwierzeta.pl


fot. fotozwierzeta.pl

fot. fotozwierzeta.pl


Smutek



Imię jest tak samo wymowne jak jego dotychczasowe życie. To średniej wielkości pies, któremu obecność za kratkami sprawia ogromny ból. Na co dzień wyjątkowo przygnębiony, nie odnajduje się w schroniskowej rzeczywistości. ożywia się od razu po wyjściu z boksu. Ogromnie cieszy się z każdego spaceru z wolontariuszami. Jest bardzo ułożony, grzecznie chodzi na smyczy. Uwielbia być przytulany, szuka kontaktu i uwagi ze strony człowieka. Przez wolontariuszy okrzyknięty mianem wyjątkowego inteligenta!:)

Jeśli chcecie przeczytać więcej na temat schronisk prowadzonych przez organizację OTOZ Animals, zachęcam Was do przeczytania reportażu, który napisałam jakiś czas temu dla portalu CDN - klik!
A poniżej małe podsumowanie dotychczasowych akcji charytatywnych na rzecz schronisk, w których zawsze dzielnie mnie wspieracie:

Karma wraca za ciacho! klik

Zwierzęta też chcą mieć święta! klik

Charytatywny maraton zumby - klik


Nasze adopcyjne szczęścia: Roki, Lemmy i Wigo
Szczególne podziękowania dla firmy Home&You za pamięć o bezbronnych i samotnych zwierzętach. Dla czytelniczki bloga - Marity za przedstawienie mi Eriska i Smuteczka. Dla wszystkich oddanych pracowników i wolontariuszy polskich schronisk za dobre serce i wytrwałość. Dla każdego, kto wyznaje zasadę "nie kupuj, adoptuj". Dla moich rodziców, za decyzję o adopcji Wigora. Dla mojego Mateusza za wspólną decyzję o adopcji Rokiego. Dla Was, że wytrwaliście do końca wpisu.


Czytaj Więcej »

sobota, 26 listopada 2016

(bez)ryba po grecku idealna


Moja rodzina zgodnie stwierdziła, że jest to najdoskonalsza wegańska imitacja mięsnego dania, jaką kiedykolwiek jedli. W zeszłym roku idealnie sprawdziła się podczas świąt wigilijnych, w tym roku zajadaliśmy się nią na Wielkanoc, a w ciągu roku zdarza mi się spontanicznie przygotować jej zapas, który zazwyczaj ląduje w pudełku na lunch. Musicie uwierzyć na słowo, że dobrze przyprawiona smakuje naprawdę łudząco podobnie do klasycznej wersji, a zabierając ją na rodzinną uroczystość nie trzeba nawet tłumaczyć, że w środku są kotlety sojowe. Wszyscy zajadają się bez pytań, pozostając w przekonaniu, że w misce kryje się słonowodna ryba w warzywach.
Jeśli zaś przy stole siedzicie w otwartym i kreatywnym towarzystwie, warto przegadać temat roślinnych zamienników i tego, jak wiele możliwości daje weganizm - to danie jest idealnym pretekstem. :)


Składniki:
  • opakowanie (100g) kotletów sojowych
  • 2 płaty glonów nori
  • bulion warzywny
  • łyżka sosu sojowego
  • 3 marchewki
  • duży korzeń pietruszki
  • 2 cebule
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • szczypta wędzonej papryki
  • 3 listki laurowe
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz
  • ząbek czosnku
  • "jajko z siemienia lnianego" (łyżka zmielonego siemienia lnianego + dwie łyżki bardzo ciepłej wody)
  • pół szklanki mąki pszennej (lub innej, bezglutenowej - do panierki)
  • przyprawa do ryb
Przygotowanie:
  1. Kotleciki sojowe gotujemy ok. 5 minut w bulionie z dodatkiem płatów nori i łyżki sosu sojowego. Następnie odcedzamy, płaty nori wyrzucamy, kotleciki studzimy. 
  2. Marchewkę i pietruszkę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Na głębokiej patelni rozgrzewamy ok. 2 łyżki oleju roślinnego.
  3. Na patelni podsmażamy poszatkowaną cebulę, chwilę później dodajemy tartą marchew i pietruszkę, listki laurowe. Przesmażamy kilka minut, po czym delikatnie podlewamy wodą lub bulionem, dodajemy koncentrat pomidorowy oraz sól, dusimy ok. 15 minut, aż warzywa całkowicie zmiękną. Na końcu doprawiamy czosnkiem, papryką wędzoną, pieprzem i ewentualnie większą ilością soli.
  4. Ostudzone kotleciki panierujemy w jajku z siemienia lnianego i mące wymieszanej z przyprawą do ryb. Smażymy na oleju roślinnym z obu stron, aż uzyskają złoty kolor. 
  5. Do miski wkładamy na przemian: duszone warzywa i kotleciki. Wkładamy do lodówki na noc, aby smaki się przegryzły. Smacznego! 


Czytaj Więcej »

piątek, 18 listopada 2016

Szarlotkowe smoothie

Równolegle z listopadem przyszedł do nas okres wyskakiwania z łóżek przed 7, wskakiwania wprost w kapcie i szlafrok, a później: walka z czasem. Codziennie pobijamy nowe rekordy. Jesteśmy gotowi do wyjścia z domu w 20 lub 15 minut, i to z dobrym śniadaniem. Jak? Chwała owsiance "dojrzewającej" nocą i kolorowym szejkom. Dziś jeden z ulubionych: rozpustny, słodki, pożywny i przypominający szarlotkę, tyle że w płynie.
Aby jeszcze bardziej przyspieszyć proces przygotowywania takiego śniadania, pokrójcie owoce wieczorem, zamknijcie w woreczku strunowym, a rano zostanie niecała minuta pracy. A jeśli jesteście już spóźnieni... wystarczy przelać to cudo do zamykanego kubka/bidonu i w drogę!

Składniki na 2 szklanki:
  • 350ml mleka roślinnego
  • 2 jabłka
  • 1 banan
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • spora szczypta cynamonu
  • spora szczypta suszonego imbiru
  • łyżka masła orzechowego
  • opcjonalnie odrobina słodzidła - syropu daktylowego/melasy itp.
  • łyżka zmielonego siemienia lnianego
Przygotowanie:
  1. Siemię lniane mielimy (najlepiej w młynku do kawy) i wrzucamy do blendera. 
  2. Do siemienia dodajemy resztę składników: mleko, obrane jabłka i banana, sok z cytryny, cynamon, imbir, masło orzechowe i słodzidło.
  3. Całość miksujemy na wysokich obrotach, aby uzyskać gładką konsystencję. Smacznego!





Czytaj Więcej »

środa, 16 listopada 2016

Pierogi nibymięsne z soczewicą i pieczarkami



Najlepsze, co może spotkać człowieka po powrocie do wytęsknionego domu. Nasza duma narodowa: ze szpinakiem, owocami, a'la ruskie, grzybowo-kapuściane i te: nibymięsne. Najlepsze, by uraczyć nimi sceptyków diety roślinnej, aromatyczne, syte i chwilami do złudzenia przypominające tradycyjną wersję mięsną, tyle że o niebo zdrowsze, lżejsze i dla wielu: smaczniejsze. Jeśli nadal myślicie, że lepienie pierogów jest zbyt czasochłonne i nie ma na nie miejsca w Waszych napiętych grafikach: polecam jako formę wieczornego odstresowania. My włączyliśmy ostatnio tryb oszczędzanie i wieczorami lubimy zapalić cynamonowe świeczki, włączyć radio i zrobić awaryjne obiady na wiele kolejnych dni. Lepimy pierogi, kluski śląskie, kopytka, kręcimy trufle i mrozimy owoce na szejki. A pieniędzy z portfela ubywa mniej i mniej... :) Z korzyścią dla jakości wspólnego życia i zadowolonych żołądków. 
Smacznego!


Jak zrobić około 40 pierogów:

CIASTO
  • 350g mąki pszennej
  • 250 ml wrzątku
  • pół łyżeczki soli
  • łyżka oleju rzepakowego
Przygotowanie: 

Mąkę mieszamy z solą i przesiewamy na stolnicę lub blat kuchenny. Na środku mącznego kopca robimy wgłębienie, dodajemy łyżkę oleju i partiami wlewamy gorącą wodę, jednocześnie zagarniając i rozgniatając ciasto dużym nożem. Kiedy przelejemy już całość wody, zagniatamy ciasto dłońmi przez ok. 10 minut, pamiętając, że jeśli klei się zbyt mocno, należy podsypywać je mąką. Doskonałe ciasto jest gładkie i napowietrzone. Kiedy osiągnięcie taki efekt, zawińcie je np. lnianą ściereczką i włóżcie do zamrażarki na 10 minut. Po 10 minutach wyjmijcie ciasto, podzielcie je na dwie części i rozwałkujcie na oprószonym mąką blacie przy pomocy wałka lub butelki od wina (:)) na grubość ok. 2mm. 
Następnie, używając szklanki należy wykroić okrągłe kształty, na środek każdego wyłożyć odrobinę farszu i skleić pierożki.


Pierogi wrzucamy partiami do sporego garnka z wrzącą i osoloną wodą z dodatkiem łyżki oleju. Gotujemy ok. 2 minuty od wypłynięcia na wierzch. Podczas wyjmowania, pamiętamy, by pierogi układać w jednej partii obok siebie, nigdy na sobie. Inaczej istnieje baaardzo duże prawdopodobieństwo sklejenia... :)



FARSZ


Skladniki:

  • szklanka zielonej soczewicy + bulion do gotowania
  • ok. 400g pieczarek
  • dwa goździki
  • dwa listki laurowe
  • jedna spora cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka sosu sojowego
  • sól, świeżo mielony pieprz
Przygotowanie:
  1. Soczewicę gotujemy w bulionie ok. 40 minut (dobrze jest namoczyć ją dzień wcześniej).
  2. Pieczarki oczyszczamy i kroimy. Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej roślinny, szklimy na nim posiekaną cebulkę z dodatkiem goździków i liści laurowych. Dorzucamy pieczarki i grzyby leśne (przed tym wyjmujemy goździki i liście), całość smażymy jeszcze przez około 15/20 minut, lekko podlewamy sosem sojowym, na końcu dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, pieprz i sól według uznania. Na końcu całość delikatnie miksujemy ręcznym blenderem.


Czytaj Więcej »

niedziela, 6 listopada 2016

Tacos nadziane pikantnym tofu, pastą fasolową i salsą z awokado


Jeśli miałabym stworzyć listę własnych comfort food, z pewnością w ścisłej czołówce znalazłyby się zgrabne tacos. W wersji wegańskiej nie powodują zbędnych wyrzutów sumienia na diecie, bo poza cudownym smakiem (połączenie słodkich, ostrych i kwaśnych nut) ma bardzo dużo białka i potasu. Wdzięcznie prezentuje się na spotkaniach ze znajomymi, idealnie mieści się w dłoni i smakuje jak wakacje w Meksyku. Jego przygotowanie będzie jeszcze łatwiejsze, jeśli uda Wam się kupić dobrej jakości pastę fasolową w puszce (my dorwaliśmy ostatnio 2 puszki warte ponad 20 złotych, a przecenione o 70%...:) Smarowaliśmy nią chleb, tacos, burrito i wyjadaliśmy łyżką w napadach małego głodu). Dziś dzielę się z Wami banalnym przepisem na wykorzystanie owej pasty, zalegającego w lodówce tofu i kremowego awokado. Pięknej niedzieli!
  

Składniki na 2 porcje:
  • 4 kukurydziane lub pszenne placki do tortilli
  • 1 awokado
  • kubeczek pomidorów koktajlowych
  • limonka
  • duży ząbek czosnku
  • kostka tofu naturalnego
  • łyżka oleju
  • miks przypraw: suszony czosnek, kmin rzymski, sól, chilli lub pieprz kajeński, słodka papryka, suszone oregano, suszona kolendra
  • łyżeczka mąki kukurydzianej
  • świeża kolendra 
  • pikantna pasta z fasoli np. z tego przepisu: (klik) z wymianą smalcu na olej roślinny
  • opcjonalnie: świeżo grillowana papryka
Przygotowanie:
  1. Do zamykanego pudełeczka wrzucamy pokrojone w kostkę tofu, dodajemy do niego miks przypraw, łyżeczkę mąki kukurydzianej i łyżkę oleju. Dokładnie mieszamy, zamykamy pudełeczko i potrząsamy. Wkładamy do lodówki (najlepiej zrobić to dzień wcześniej i odłożyć na noc).
  2. Awokado pozbawiamy pestki, wyjmujemy za pomocą łyżki stołowej, kroimy w kostkę i wrzucamy do miseczki. Dodajemy do niego sok wyciśnięty z limonki, pokrojone pomidorki koktajlowe, ząbek czosnku, sól i pieprz.
  3. Zamarynowane tofu smażymy na rumiany kolor. 
  4. Tortille wkładamy na kratkę piekarnika, w taki sposób, by nabrały pożądany kształt. Tak jak tutaj: klik  Pieczemy ok. 2/3 minuty w 180 stopniach.
  5. Chrupiące tortille wyjmujemy z piekarnika, smarujemy pastą z fasoli, faszerujemy na przemian smażonym tofu i salsą z awokado i pomidorów. Przybieramy listkami świeżej kolendry. Warto podać je z dobrą roślinną śmietaną. :) Smacznego!




Czytaj Więcej »

środa, 2 listopada 2016

Wegańskie racuchy drożdżowe z jabłkami


Każde pokolenie ma swoje sentymentalne słodkości, którymi w dzieciństwie pachniał dom. U mnie i bardzo wielu moich przyjaciół są to klasyczne, grube i nadziane jabłkami racuchy drożdżowe. Najwyższy wyraz miłości, weekendowy luksus. Jeśli chociaż przez chwilę wydawało Wam się, że dieta roślinna wyklucza to danie z jadłospisu marzeń, dziś z radością wyprowadzam z błędu.

Swoje racuchy zawsze przygotowuję modyfikując przepisu z bloga o tradycyjnej kuchni polskiej (klik), zamieniając mleko tradycyjne na sojowe, a jajko na siemię lniane rozrobione z wodą. Dodaję odrobinę korzennych przypraw i voila! Nigdy nie zdarzyło się, żeby drożdże nie wyrosły, a racuchy się nie udały. I obecnie jest to jedno z najlepszych świątecznych śniadań w mojej gdańskiej kawalerce... :) 

PS
Jeszcze lepiej smakują smażone na oleju kokosowym!






Składniki na 9-10 placków:
  • szklanka (250ml) mleka sojowego
  • 250g mąki pszennej
  • "jajko" z siemienia lnianego: łyżka zmielonego siemienia + 2/3 łyżki bardzo ciepłej wody 
  • łyżka cukru
  • 25g świeżych drożdży
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczypta suszonego imbiru
  • 2 duże jabłka
  • olej do smażenia
  • cukier puder do posypania
Wykonanie:
  1. Rozkruszone drożdże mieszamy z cukrem, połową szklanki mąki, lekko ciepłym mlekiem (tak, by po włożeniu palca nie parzyło, ale było ciepłe). Zaczyn przykrywamy ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce na 15 minut. Ja zawijam kocykiem, jak to robiła moja babcia. :)
  2. Resztę mąki wsypujemy do miski. Dodajemy jajko z siemienia lnianego, cynamon, imbir i wyrośnięty zaczyn. Zdecydowanie wyrabiamy ciasto (najlepiej robotem kuchennym - mieszadłami do wyrabiania ciasta), jeśli nie możecie skorzystać z takiego udogodnienia, wyrabiajcie ciasto drewnianą łyżką. Przykrywamy ciasto do kolejnego wyrośnięcia w ciepłym miejscu na ok. 40 minut.
  3. Jabłka obieramy i kroimy, dodajemy do wyrośniętego ciasta.
  4. Na dużej patelni rozgrzewamy olej roślinny, ciasto nakładamy łyżką stołową i smażymy kilka minut z każdej strony na złoty kolor. 
  5. Podajemy z cukrem pudrem/świeżymi owocami. Smacznego!


Czytaj Więcej »