Menu

Image Map

poniedziałek, 30 listopada 2015

Sałatka z brokuła, brukselki, żurawiny i orzeszków ziemnych - na ciepło lub zimno



Prosta zasada roślinnego żywienia - im więcej zielonego, tym lepiej. Im więcej warzyw z rodziny kapustnych, tym jeszcze lepiej, a jeśli idą w parze z brokułem - to już szczyt dobra dla naszego organizmu. W myśl tego przykazania, dziś odczarowuję brukselkę przygniecioną masą bułki tartej i mam dla Was nieco bardziej orientalny sposób na to warzywo. Choć sama mogę zjadać ją garściami w każdej postaci, wpis powstał z myślą o tych, dla których brukselka jest nieco bardziej obca. Warto się z nią zaprzyjaźnić, bo jest przebogata m.in. w witaminy z grupy B, potas, magnez i cynk. Świetnie sprawdza się jako dodatek do tradycyjnego obiadu, jako składnik zup i sałatek, choć na pewno nie tych z gatunku "klasycznych".

Taka wersja zeswatania brokuła z brukselką sprawdzi się zarówno jako ciepły obiad, jak i zimne drugie śniadanie w formie lunch-boxu. Przygotujecie ją zaledwie w 15 minut, co poza smakiem jest niezaprzeczalnym atutem każdego dania.

PS

Tym wpisem żegnam się z listopadem i mam dobre wieści - w grudniu na blogu znajdziecie przepisy związane wyłącznie z okresem świąt bożonarodzeniowych. Będą pasztety, "ryba" po grecku, kompot korzenny i wiele innych... :)




Składniki na 2 duże porcje:
  • ok. 0,5kg brukselki
  • 1 mały brokuł 
  • pół papryczki chilli
  • garść sezamu
  • garść siekanych orzeszków ziemnych
  • garść suszonej żurawiny
  • sok z połowy małej limonki 
  • łyżeczka syropu daktylowego/klonowego/syropu z agawy
  • dwie łyżki sosu sojowego (jeśli unikasz glutenu, można kupić wersję bezglutenową np. marki Kikkoman)
  • łyżka oleju kokosowego
  • pół łyżeczki mielonego imbiru
  • szczypta soli
  • ewentualnie łyżeczka masła orzechowego
  • ząbek czosnku
Przygotowanie:
  1. Brukselkę obieramy z wierzchnich liści, oczyszczamy i wrzucamy do wysokiego garnka z gotującą się osoloną wodą (dla zachowania koloru możem dodać również odrobinę cukru). Gotujemy ok. 5-6 minut.
  2. Brokuła myjemy, dzielimy na małe różyczki, wrzucamy do durszlaka i przelewamy wrzątkiem z garnka po brukselce, by zaoszczędzić wodę. :) To wystarczy, brokuł pozostanie przyjemnie chrupki i zachowa wartości odżywcze.
  3. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju (u mnie kokosowy), na małym ogniu podsmażamy: posiekany ząbek czosnku i kawałek drobno posiekanej papryczki chilli, niech trwa to dosłownie minutę. Pamiętając o minimalnym ogniu, dodajemy na patelnię sos sojowy, syrop daktylowy, imbir, łyżeczkę masła orzechowego, sok z limonki. Całość rozcieramy drewnianą łyżką na powierzchni patelni, chwilę podsmażamy, by uzyskać aromatyczny sos. 
  4. Na patelni obok podprażamy ziarna sezamu i posiekane orzeszki ziemne. 
  5. Żurawinę sparzamy wrzątkiem. 
  6. W misce łączymy różyczki brokuła (możemy je lekko oprószyć solą), odsączoną żurawinę i brukselkę, dodajemy sos z patelni oraz prażony sezam i orzechy.   


Czytaj Więcej »

wtorek, 24 listopada 2015

Bananowy chlebek gryczany z orzechami


Słodkie śniadania stawiają na nogi, dają energetycznego kopa i pozytywnie nastrajają na kolejne 12 godzin. Jedzone w domowym towarzystwie, nabierają podwójnego znaczenia, głównie ze względu na te psie, stęsknione i mądre oczy, które odprowadzają każdy mój ruch. Bacznie obserwują proces smarowania kanapek i doprawiania owsianki, zauważają każdą śniadaniową nowość, ogonem dając znać, że ktoś jeszcze chciałby spróbować. Kilkanaście kilogramów szczęścia spokojnie i z dystansem czeka aż zjem, żeby podczas końcowego picia herbaty błyskawicznie wtulić się pod prawe ramię i nosem okazać całą miłość jaką skumulowało podczas miesięcznego rozstania. Po prostu jest, na każdym kroku, przy każdym posiłku, podczas pstrykania zdjęć, gotowania i czytania książki. Pilnuje mnie.

W miniony weekend spędziliśmy wspólnie kolejne godziny w kuchni, których owocem jest błyskawiczny chlebek gryczany - idealny, by posmarować go dwiema cienkimi warstwami: masła orzechowego i powideł lub ulubionej konfitury.    


Składniki na małą keksówkę:
  • 3 duże i bardzo dojrzałe banany
  • nieco ponad 1,5 szklanki mąki gryczanej
  • ok. 100 ml oleju roślinnego 
  • ok. 60 ml mleka roślinnego - u mnie sojowe waniliowe
  • 3 łyżki syropu daktylowego lub cukru trzcinowego/syropu klonowego
  • po sporej szczypcie sproszkowanego imbiru i cynamonu
  • łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego jeśli to konieczne)
  • ewentualnie łyżka ciemnego kakao
  • szczypta soli
  • spora garść posiekanych orzechów włoskich
Przygotowanie:
  1. Banany bardzo dokładnie rozgnieć widelcem/tłuczkiem do ziemniaków lub zmiksuj blenderem. Dodaj do nich: olej, mleko, syrop lub inny słodzik. W drugiej misce połącz mąkę, proszek do pieczenia, sól, cynamon, imbir, posiekane orzechy i ewentualnie kakao. 
  2. Składniki mokre powoli dodawaj do suchych, dokładnie mieszając drewnianą łyżką.
  3. Ciasto przełóż do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. 
  4. Piecz przez około 40 minut w temperaturze 180°C.
  5. Podawaj z konfiturami, masłem orzechowym, "serkiem" waniliowym.






Czytaj Więcej »

czwartek, 19 listopada 2015

[KONKURS] Roślinne Trójmiasto - Veganburgers



Są różne formy wyrażania wdzięczności za zacną strawę. Można wystawić dobrą ocenę na facebooku, albo na przekór - przynieść bukiet kolorowego jarmużu. Tak za ogromne burgery, chrupiące placki ziemniaczane i kolorowe makarony potrafią odwdzięczyć się stali klienci gdańskiego lokalu Veganburgers. I nic w tym dziwnego, skoro ze zniżką studencką najadam się tutaj za niecałe 13 zł, trzeci raz wracam do "ostrego buraka" i nie muszę namawiać mięsożernych znajomych, by poszli ze mną na wegański obiad. Przed Wami trójmiejska mekka burgerożerców.


Przy ulicy Jesionowej 17 w Gdańsku zjecie roślinnie, treściwie i w zależności od nastroju i diet wszelakich: lekko, bezglutenowo lub tłuściutko i pikantnie. Szczególną frajdę sprawia samodzielne komponowanie burgera - wybieracie bułę - "własnoręcznie turlaną", graham, jasną lub bezglutenową. Krok drugi to kotlet - m.in. chamski sojowy, ostry burak, prosso szpinako, cieć marchewka, ostry burak, czy... wakame! Później jest jeszcze ciekawiej - z szerokiej gamy wybieracie dodatki (wśród nich m.in. marynowana dynia, świeża zielenina, karmelowana cebula, ostre papryczki i wieeele innych), sosy (sojonez, barbecue, trzcinowo-musztardowy [<3], pomidorowy, ziołowy, czosnkowy). Jeśli myślicie, że to koniec, to hola, hola! Na końcu zwykle jest najlepsze, czyli dodatkowo płatne, ale przepyszne dodatki - wegański ser, bekon i krążki cebulowe. Ser nie byle jaki, bo cudownie rozpływający się w ustach, co nie jest oczywiste podczas eksperymentów z roślinnymi "serami".


Jeśli opcja burgerowa Was nie przekonuje, do wyboru macie rotacyjne menu, które zmienia się w zależności od wizji szalejącej w kuchni ekipy. A ekipy nie byle jakiej, bo ostatnio pewna niewiasta zaczęła tam kuchenne rewolucje. Nie jest to bynajmniej krągła femme fatale o bujnej blond czuprynie, która wegetarianizm uważa za inwalidztwo, a Zeta z House of seitan - królowa roślinnego fast foodu, która powinna kiedyś zasiąść z Magdą Gessler przy flaszce, pierogach i burgerze , by pozwolić przeprosić za swoje nieprzemyślane słowa. W vb zawsze było smacznie, ale odkąd zagościła tam 1/2 HOS-u, porcje wydają się większe, a smak jeszcze bardziej wyrazisty.

fot. House of seitan

Lokal prowadzą młodzi ludzie - Przemek i Dosia, którzy poza zacnym menu, zadbali o to, by było minimalistycznie, a jednocześnie przytulnie. Do wyboru macie mięciutkie i głębokie kanapy, w które chciałoby się wtulić do snu, zaraz po spałaszowaniu burgera, albo proste praktyczne krzesła i wysokie stoliki. W oczekiwaniu na jedzonko warto zamówić rozgrzewającą herbatę z imbiem i cytrusami (pyszna!) lub napój z serii fritz-kola.


Miejsce jest przyjazne zwierzakom, na które pod ladą zawsze czeka micha z wodą. Poza napełnieniem brzuszków, w Veganburgers możecie wesprzeć fundację pomagającą mopsom (wrzucając złocisze do puchy), a obecnie idąc na obiad, warto zabrać ze sobą zabawki, gry, książki, artykuły papiernicze i ubrania dla dzieci w wieku 7-18 lat, bo w lokalu trwa właśnie świąteczna zbiórka na rzecz gdańskiego Domu Integracyjno-Rodzinnego.


Dobra, koniec teorii, jeśli zdążyliście zgłodnieć to przechodzimy do konkretów. Pretekstem do konkursu był tysięczny fan bloga na Facebooku, ale tak naprawdę, chciałam sprawić Wam niespodziankę na Mikołaja. Dzięki uprzejmości właścieli lokalu, możecie wygrać podwójne zaproszenie na obiad w Veganburgers. Aby wziąć udział w losowaniu nagrody, wystarczy udostępnić grafikę konkursową na fb lub pod tym wpisem zostawić komentarz, w którym napiszecie kogo zabralibyście na obiad. Rozstrzygnięcie już za tydzień :)

Powodzenia i roślinna piątka!  






fot. House of seitan








Wszelkie aktualności związane z Veganburgers znajdziecie tutaj: klik!
Czytaj Więcej »

piątek, 13 listopada 2015

Ogniste spaghetti z idealnymi wegańskimi klopsikami


Roślinne Włochy na talerzu! Moje ukochane danie obiadowe, nieco kaloryczne, ale warte grzechu o każdej porze dnia i nocy. W domu zawsze przygotowujemy poczwórną porcję, żeby wracać z pracy lub uczelni z ogromnym uśmiechem na myśl o rozgrzewającym spahetti doskonałym. Napoli kocham odkąd tylko pamiętam odczuwanie pierwszych smaków i segregowanie ich na lubiane i znienawidzone, ale wersja z chrupiącymi puplecikami podbija serca znajomych mięsożerców na tyle, że przy stole padają niecenzuralne, acz kojące serce słowa...:) 

W przepisie najważniejsze jest to, by kaszę ugotować na początku i nie na sypko. Powinna się kleić, a im dłużej stoi, tym lepsze są jej właściwości sklejające. :) Im więcej mąki dodacie, tym bardziej zwarte pulpeciki otrzymacie. Warto ugotować nieco mniej makaronu niż zwykle, bo danie jest naprawdę sycące. Wersja z habanero jest baaardzo pikantna, mężczyźni ją uwielbiają, ale kobiety potrafią wylać kilka łez, miejcie to na uwadze! 



Składniki na 4 duuże porcje: 
  • makaron spaghetti - u mnie kukurydziany
  • dwie puszki krojonych pomidorów
  • garść pomidorków koktajlowych
  • 3 ząbki czosnku
  • kawałek papryczki habanero (u mnie o wielkości około pół kciuka, bez pestek) - jeśli nie lubicie ostrych smaków, całkowicie pomińcie ten składnik lub wymieńcie na kawałek papryczki chilli 
  • szczypta cukru 
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • ewentualnie odrobina koncenratu pomidorowego 
  • sól, czarny pieprz
  • świeża bazylia
  • opcjonalnie parmezan (u mnie z nerkowców)
na pulpety (ok. 30 małych sztuk):
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • do gotowania kaszy: niecałe 1,5 szklanki bulionu warzywnego (u mnie szklanka bulionu + pół szklanki wody pozostalej po namaczaniu grzybów do innego dania)
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • pół kostki naturalnego tofu (zmielonego lub dokładnie skruszonego w dłoniach)
  • ewentualnie: dwie łyżeczki płatków drożdżowych
  • dwie łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz ziołowy
  • 1/4 szklanki mąki - u mnie gryczana
  • 3 łyżki bułki tartej bezglutenowej lub w wersj tradycyjnej - zwykłej 
  • olej roślinny do smażenia
Przygotowanie:
  1. Na początku przygotowujemy masę na pulpety. Kaszę gotujemy około 15-18 minut w bulionie. Odstawiamy do przestygnięcia, dodajemy zmielone tofu, cebulę i marchew starte na drobnych oczkach tarki. Masę suto doprawiamy: sosem sojowym, solą ziołową, świeżo mielonym pierzem. Wszystko dokładnie mieszamy i stopniowo dodajemy mąkę oraz bułkę tartą, by zagęścić pulpeciki. Jeśli masa będzie zbyt rzadka, dodajemy nieco więcej mąki. Tak przygotowaną masę odstawiamy i przygotowujemy sos.
  2. Na głębokiej patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy, podsmażamy na niej czosnek i habanero (drobno posiekane), po chwili dodajemy pokrojone pomidorki koktajlowe, a następnie pomidory z puszki. Całość smażymy na małym ogniu, po ok. 10 minutach dodając sól, pieprz, ocet balsamiczny i szczyptę cukru. Mieszamy, zostawiamy na małym ogniu.
  3. Wstawiamy makaron, a w międzyczasie zaczynamy smażenie pulpetów... 
  4. Dłonie delikatnie smarujemy olejem, z jaglanej mas formujemy drobne kulki, które obsmażamy z każdej strony na cienkiej warstwie dobrze nagrzanego oleju (w sumie około 7 minut).
  5. Ugotowany makaron odcedzamy i dokładnie łączymy z sosem pomidorowym. Na wierzch wykładamy pupleciki, całość posypujemy świeżą posiekaną bazylią oraz parmezanem z migdałów/nerkowców. 

Smacznego!


ścieżka dźwiękowa - klik
Czytaj Więcej »

środa, 11 listopada 2015

Zielone smoothie z banana, mango i szpinaku

W ostatnich dniach od wszystkich dookoła słyszę o męczącej senności, braku energii i niekorzystnym ciśnieniu. O uporczywym wietrze, deszczu i zimnie i depresyjnym klimacie, który zawisł nad Trójmiastem. I jak tu podnieść się z kolan i stanąć do równej walki z szarymi porankami? Jeśli nie chai latte, to z pewnością kolorowym śniadaniem pełnym witamin, owoców i smaków, które na chwilę przenoszą w cieplejsze części świata. Dziś przed Wami moja ulubiona wersja zielonego smoothie. Z większą ilością mleka stanowi doskonały napój, z mniejszą - najlepszą podstawę do popularnego smoothie bowl (na zdjęciu). Blendery w ruch i na zdrowie!





Składniki:
  • 2 banany
  • 1 kiwi
  • łyżka mielonego siemienia lnianego 
  • 1 mango
  • dwie garści świeżego szpinaku
  • ok. szklanka mleka (u mnie sojowe waniliowe) - ilość zależy od tego, jak gęste smoothie lubicie
  • ulubione dodatki: wiórki kokosowe, nasiona chia, siemię, płatki owsiane, otręby, orzechy itp. 
Przygotowanie:
  1. Do kielicha blendera wrzucamy: zmielone siemię, 1,5 banana, 3/4 mango, pół kiwi, szpinak i mleko roślinne. Całość miksujemy na wysokich obrotach przez ok. pół minuty. Ewentualnie dosładzamy, ja tego nie robię, bo banan i mango nadają naturalnej słodyczy. 
  2. Gotowe smoothie przelewamy do miseczki. Resztę owoców drobno kroimy, wykładamy na wierzch koktajlu, całość posypujemy ulubionymi dodatkami.

 
Czytaj Więcej »

sobota, 7 listopada 2015

Ukochana chai latte


Kocham jesień i zimę, więc jestem dziwna - mówią. Ale nie wierzę, że osamotniona w tej miłości. To banalna i chyba przpisana kobietom cecha, ale naprawdę moment rocznego cyklu, w którym mogę chodzić w grubych, długich swetrach, kolekcjonować świeczki o zapachu pomarańczy, jabłka i cynamonu, a nade wszystko popijać chai latte - uspokaja mnie i daje siłę na kolejne miesiące. Poza tym w chorobie z którą uparcie walczę, codzienna dawka korzennych przypraw i imbiru o wspaniałych cechach przeciwzapalnych jest mi wręcz niezbędna do życia.

Chai latte to nic innego jak słynny indyjski czaj. Do tej nazwy zwykło się dodawać przedrostek "masala", co w języku hindi oznacza po prostu przyprawę. A napój ten pozbawiony przypraw nie miałby żadnego sensu. Jego sława wynika właśnie z wyraźnego, ostrego korzennego smaku i cudownych właściwości leczniczych. W oryginale czaj powstaje z bardzo mocnej herbaty, jednak odkąd podczas wakacji w Pradze wypiłam wersję z dodatkiem kawy, nie przyrządzam tego napoju w inny sposób. Dodatek espresso sprawia, że napój jeszcze bardziej stawia na nogi, dlatego jest idealny na ciemne, zimowe poranki. Waniliowe mleko sojowe równoważy smak i nadaje delikatności - czego chcieć więcej?





Składniki na trzy porcje z dolewką:
  • dwa kubki wody
  • dwa kubki mleka sojowego + nieco do spienienia (u mnie domowe waniliowe - stąd) 
  • jedno espresso
  • dwie łyżeczki mocnej czarnej herbaty liściastej
  • łyżeczka goździków
  • pół łyżeczki nasion kardamonu
  • kawałek kory cynamonu
  • kawałek świeżego imbiru obranego ze skórki - o wielkości około pół kciuka
  • nieco ulubionego słodzika - syropu z agawy/daktylowego, melasy, cukru brązowego (ilość wedle upodobania, niektórzy piją czaj niesłodzony), ja na podane proporcje daję łyżkę cukru muscavado
  • szczypta białego pieprzu


Przygotowanie:
  1. W moździerzu ucieramy goździki i kardamon. Przesypujemy je do rondelka, dorzucamy korę cynamonu i chwilę podprażamy całość na małym ogniu, ciągle mieszając, tak by wydobyć jeszcze więcej aromatu z przypraw. 
  2. Dolewamy wodę, dorzucamy imbir i szczyptę białego pieprzu, mieszamy i czekamy aż płyn się zagotuje. Wtedy zdejmujemy garnuszek z ognia, wsypujemy herbatę, przykrywamy płyn i czekamy kilka minut aż herbata mocno naciągnie. W międzyczasie w osobnym garnuszku podgrzewamy mleko. 
  3. Herbaciany wywar jeszcze raz stawiamy na malutkim ogniu, dodajemy do niego espresso i ok. 3/4 podgrzanego mleka, resztę spieniamy. 
  4. Napój dosładzamy według upodobania. Przecedzamy przez sitko o drobnych oczkach, podajemy z chmurką spienionego mleka i odrobiną mielonego cynamonu.







Czytaj Więcej »

czwartek, 5 listopada 2015

Obiad w 15 minut - orientalne tofu z warzywami i ryżem cynamonowym



Tak naprawdę dziś miał tu zawisnąć przepis na babeczki, ale przedwczoraj zostało mi rzucone wyzwanie. Przepis na prosty, sycący obiad, który dostarczy białka, ale nie kosztem kurczaka. :) Ot, coś czym można się najeść na przykład po powrocie z siłowni - a w moim przypadku, po powrocie z pływalni. Z ręką na sercu przyznaję, że przygotowanie dania nie zajęło mi więcej niż 15 minut, a było tak sycące, że musiałam podzielić je na dwie partie. Dodatkowo, rozmyślając nad tym, ile kosztowało jego przygotowanie, mile zaskoczona podaję orientacyjną cenę wszystkich składników. Moja wersja wydaje się skromna, ale to tylko przez to, że chciałam wykorzystać wszystkie składniki, które zalegały w lodówce, nie dokupując kolejnych warzyw. Idealnie sprawdziłoby się dorzucenie tutaj jeszcze odrobiny cukinii i brokuła. Do dzieeeła! :)

Składniki na jedną duużą porcję lub dwie mniejsze: 
  • pół kostki tofu naturalnego
  • 1,5 łyżki sosu sojowego
  • pół łyżeczki sproszkowanego imbiru
  • łyżka sezamu
  • odrobina płynnego słodzika - np. syropu z agawy lub innego ulubionego
  • ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
  • mieszanka ulubionych przypraw orientalnych - u mnie tandoori masala (m.in. kolendra, kmin rzymski, cynamon, imbir, czosnek, kardamon, chilli)
  • łyżka oleju roślinnego - u mnie kokosowy
  • ulubione warzywa - u mnie pół dużej czerwonej papryki, jedna duża marchewka, jedna czerwona cebula
  • ryż długoziarnisty lub basmati (odpowiednik ok. jednego woreczka)
  • pół łyżeczki cynamonu
  • łyżeczka kurkumy
  • spora szczypta soli
Przygotowanie:
  1. Zaczynamy od marynowania tofu. Po wyjęciu z opakowania, kostkę tofu mocno odsączamy z nadmiaru wody przy pomocy ręcznika papierowego. Tofu kroimy na pół, jedną połową chowamy do lodówki, drugą kroimy w kostkę wiedoczną na zdjęciu. W plastikowym pudełku/kubku/innym naczyniu łączymy sos sojowy, sezam, czosnek, przyprawę masala, imbir i słodzik. Do marynaty wrzucamy pokrojone tofu, bardzo dokładnie mieszamy i całość wkładamy do lodówki. 
  2. Ryż gotujemy w wodzie z dodatkiem kurkumy, cynamonu i soli.
  3. Cebulę i paprykę kroimy według upodobań, marchewkę (i ewentualnie cukinię) najlepiej przy pomocy obieraczki julienne.
  4. W głębokiej patelni, najlepiej woku - rozgrzewamy łyżkę oleju roślinnego i na dużym ogniu krótko przesmażamy wszystkie warzywa, oprószając je solą i ewentualnie jeszcze odrobiną przypraw masala. Ja smażę je bardzo krótko, bo lubię, gdy są jeszcze chrupiące. Po kilku minutach na patelnię dorzucamy kostki tofu razem z marynatą i całość smażymy jeszcze ok. 5 minut. Według upodobania, możemy dodać więcej sosu sojowego, sezamu, przypraw. 

Cena:
pół papryki - ok. 50gr
cebula - ok. 50gr
marchewka - ok. 50gr
pół kostki tofu (w promocji) - 1,50zł
ryż z przyprawami - ok. 1 zł
reszta składników - ok. 1,50zł 

w sumie: ok. 5,50zł 
:)    




Czytaj Więcej »