Menu

Image Map

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Smaki w eterze!


16 czerwca odwiedziłam przepiękną siedzibę Radia Gdańsk, pod pachą niosąc kartonik z gorącymi burgerami i puddingami jaglanymi. Wszystko po to, by stanąć do walki ze stereotypami związanymi z dietą roślinną i w audycji „Smaki w eterze”, przekonać zagorzałych mięsożerców, że warto jeść bezmięsnie, choćby przez tydzień. Rezultatu i całej audycji wysłuchasz tutaj:


Przepisy na radiowe pyszności są już na blogu!
Czytaj Więcej »

niedziela, 28 czerwca 2015

Odlotowy chutney ananasowy


Wypowiadam wojnę chemicznym sosom z tubek, buteleczek i słoiczków. Mówię stanowcze NIE glutaminianom, E-mordercom i syropom glukozowo-fruktozowym. W zamian proponuję jedną z wielu, ale moim zdaniem zupełnie wyjątkową alternatywę. Prosty w wykonaniu, wyjątkowy w smaku, cieszący oko chutney ananasowy. Idealnie sprawdzi się jako dodatek do dań obiadowych, sos do tacos czy sajgonek. Nie warto przesadzić z dodatkami, bo sam w sobie ma jeden z najszlachetniejszych owocowych smaków świata. Zawsze warto dodatkowo wzbogacić chutney innymi owocami: jabłkiem, gruszką, czy tak jak u mnie - morelami. Do tego idealnie sprawdzają się: świeży imbir, chilli i cukier trzcinowy. Pycha!





Składniki na 1 duży słoik:
  • 1 mały ananas
  • 4 małe morele
  • 1 papryczka chilli
  • 1 mała młoda cebula
  • 3/4 łyżki cukru trzcinowego
  • sól, pieprz cytrynowy lub biały
  • 3 łyżki octu jabłkowego
Przygotowanie:
  1. Ananasa obieramy, pozbywamy się środkowej części i kroimy na małe kawałki.
  2. Morele obieramy, pozbawiamy pestki i kroimy na małe kawałki.
  3. Cebulę kroimy w kostkę.
  4. Pół papryczki chilli drobno siekamy, wedle upodobań wyrzucamy lub zostawiamy pestki (regulujemy poziom ostrości)
  5. Kawałek imbiru (wielkości małego palca u dłoni:)) ścieramy na tarce, czosnek obieramy i drobno siekamy.
  6. Wszystkie powyższe składniki wrzucamy do rondelka, zalewamy octem jabłkowym i dusimy na średnim ogniu często mieszając, przez ok. 15 minut. Po tym czasie dodajemy cukier, sól, szczyptę pieprzu. Wszystko dokładnie mieszamy i dusimy jeszcze ok. 10 minut, by wszystkie owoce zaczęły się rozpadać. 
  7. Po tym czasie odlewamy ewentualny nadmiar soku, sprawdzamy czy zawartość rondelka nie jest za mało słona/ostra, ewentualnie doprawiamy i miksujemy blenderem ręcznym na gładki mus.
  8. Przekładamy do czystych słoiczków. Jeśli zjemy chutney w najbliższych dniach (a pewnie tak się stanie) - mocno zakręcamy słoik i odstawiamy na ok. 2 godziny do góry dnem. Jeśli przygotowujemy większą ilość chutneya i chcemy przechować go dłużej - dodatkowo pasteryzujemy. 
Smacznego!

Czytaj Więcej »

Cytrynowe risotto z groszkiem cukrowym

Już jest! Obłędnie słodki, soczysty i pięknie zielony. Groszek cukrowy wylądował na straganach i wdzięczy się do nas w coraz niższej cenie. Nie znam osoby, która nie lubi zajadać go na świeżo, wyłuskując kolejne zielone perełki, ale dziś ląduje w trochę innej wersji. Idealnie sprawdzi się w kolorowym, letnim obiedzie - w towarzystwie kremowego risotto z klasyczną winną nutą. Przygotowanie dania nie zabierze Wam dużo czasu, a gwarantuję, że doznania smakowe będą zacne. W końcu połączenie znanej nuty czosnku i cebulki smażonej na oliwie, przełamane odświeżającą nutą cytryny i groszku muszą się sprawdzić. :)




Składniki na 2 duuże porcje:
  • pół kilograma młodego groszku (waga przed obraniem:)) wyłuskanego
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 młoda cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 250g ryżu do risotto - u mnie carnaroli 
  • 1 cytryna
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 120 ml białego wytrawnego wina
  • pieprz cytrynowy
  • sól
                                                                   Przygotowanie: 
  1. Zagotowujemy bulion warzywny i pozostawiamy na małym ogniu, by był w gotowości. :)
  2. Na głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę, szklimy na niej posiekaną cebulkę i czosnek (tak, by delikatnie się zrumieniły)/
  3. Na patelnię wrzucamy ryż, bardzo dokładnie mieszamy, by pokrył się tłuszczem i smażymy, aż zrobi się przezroczysty.
  4. Wlewamy wino, mieszamy i gotujemy na średnim ogniu, stale mieszając, aż ryż wszystko wchłonie. 
  5. Dolewamy gorący bulion: po chochli do zupy, by każda kolejna porcja zostawała wchłonięta przez ryż. Pod koniec dolewania bulionu (powiedzmy, kiedy zostały nam jeszcze 2 chochle) wrzucamy groszek cukrowy. Ryż będzie gotowy kiedy wchłonie cały płyn. 
  6. Na koniec dodajemy trochę soli, pieprzu cytrynowego, skórkę startą z połowy cytryny i ok. 2 łyżeczki soku z cytryny. Dokładnie mieszamy, pozostawiamy pod przykryciem na chwilę, po czym podajemy - w towarzystwie świeżej mięty/bazylii, startego sera parmezan (w wersji wegetariańskiej) lub wegańskiego.
     
Czytaj Więcej »

piątek, 26 czerwca 2015

Letnia sałatka z czereśniami, migdałami i wędzonym tofu

Po szaleństwie truskawkowym nadszedł czas na czereśnie. Podobno najlepiej smakują samodzielnie, zjadane prosto z krzaczka, ale dziś pokażę Wam bardzo prosty pomysł jak podać je w wersji wytrawnej. Idealnie zamarynowane w słodkim winnym sosie będą dopełniać smaku wyrazistego wędzonego tofu w kolorowej sałatce. Płatki migdałowe możecie śmiało wymienić na prażone orzechy włoskie, myślę, że będzie równie pysznie. To cudo najlepiej podawać z chrupiącą bagietką!



Składniki:
  • 4 spore garści rukoli
  • pół ulubionej sałaty, u mnie endywia
  • kostka wędzonego tofu
  • 500 g czereśni
  • 6 łyżek oliwy
  • 5 łyżek czerwonego wina
  • 4 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki syropu z agawy (w wersji wegetariańskiej - miodu) 
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz 
  • pieprz cayenne
  • 2 garści płatków migdałowych 
Przygotowanie:
  1. Przygotowujemy marynatę do czereśni. Owoce myjemy, osuszamy, usuwamy pestki i kroimy na pół. W dość wysokiej misce mieszamy oliwę, porto, sos balsamiczny, syrop z agawy/miód. Wedle uznania doprawiamy solą, pieprzem i wyciśniętym ząbkiem czosnku. 
  2. Do tak przygotowanego sosu dodajemy czereśnie i odstawiamy do lodówki, by się zamarynowały (minimum 20 minut).
  3. Tofu - jeśli kupimy wcześniej doprawione tofu, możemy pokroić je w kostkę i podać na zimno. Ja wolę jednak wędzone tofu w wersji zrumienionej na patelni z odrobiną oleju rzepakowego, soli i pieprzu cayenne (oczywiście jeśli kupione tofu nie było wcześniej doprawione). Wybierzcie sami. :)
  4. Na patelni prażymy płatki migdałów, by nabrały koloru i zapachu. 
  5. Na talerze wykładamy: rukolę, sałatę, wędzone tofu, płatki migdałów. Puenta to marynowane czereśnie i sos pozostały z marynaty. 
Smacznego!
Czytaj Więcej »

środa, 24 czerwca 2015

Syrop z kwiatów czarnego bzu


To już naprawdę ostatnie chwile, by przygotować syrop lub nalewkę z kwiatów czarnego bzu. Na naszej wsi kwiaty osiągnęły w ostatnich dniach pełną dojrzałość i nadeszła najwyższa pora, by skryć ich aromat do szczelnych słoiczków. Jeśli marzy Wam się podobny scenariusz na kolejnych kilka dni, pamiętajcie, by kwiaty zbierać w miarę możliwości ustronnych miejscach. Ustronnych, czyli takich, gdzie ruch samochodowy nie dociera lub jest umiarkowany. Zrywajcie bzowe baldachy w suche dni! Ja, zazwyczaj robię to z tatą już na początku czerwca, jednak w tym roku mój ulubiony krzew poczekał, aż skończę sesję... :) Jeśli wahacie się czy warto, podaję kilka argumentów nie do zbicia. Kwiaty czarnego bzu i wywar z nich:
  • łagodzi stany zapalne skóry,
  • działa wykrztuśnie i rozrzedza katar,
  • działa antywirusowo,
  • uśmierza bóle głowy podczas przeziębienia,
  • chroni i wzmacnia drogi oddechowe,
  • wzmacnia ogólną odporność organizmu.
Dosyć gadania, bo jeszcze nie zdążycie no i co, jak nie syrop, uleczy Wasze zimowe przeziębienia?









Składniki:
  • ok. 40 baldachów czarnego bzu
  • 1 kg brązowego cukru
  • sok wyciśnięty z jednej dużej cytryny
  • litr wody
  • opcjonalnie: laska wanilii
Przygotowanie:
  1. Po zerwaniu kwiatów wykładamy je delikatnie np na papierze (u mnie zawsze na przeczytanych gazetach:)) i pozostawiamy na kilka godzin, tak by wszelkie owady miały szansę znaleźć drogę ucieczki. 
  2. Nad wysokim garnkiem, w którym będziemy przyrządzać syrop, odcinamy kwiatu czarnego bzu w taki sposób, by w garnku znalazły się jak najmniejsze części zielonych gałązek, które są odpowiedzialne za gorycz w niezbyt udanych syropach :)
  3. W osobnym naczyniu zagotowujemy wodę z cukrem i sokiem z cytryny, takim wrzącym płynem zalewamy kwiatki skryte w garnku, do środka dodając przeciętą wzdłuż laskę wanilii. Garnek przykrywamy pokrywką i zostawiamy na 3 dni, raz dziennie delikatnie mieszając płyn.
  4. Po tym czasie filtrujemy syrop, zagotowujemy (jeśli zależy nam na pasteryzacji) i przelewamy go do czystych, wyparzonych, gorących słoiczków/butelek.
  5. Syrop dodajemy do herbaty, drinków, wina musującego, lemoniady. Świetnie sprawdza się w walce z zimowym przeziębieniem.

PS
Pamiętacie, że czarna różdżka z Harrego Pottera została wykonana właśnie z krzewu czarnego bzu? :)
Czytaj Więcej »

wtorek, 23 czerwca 2015

Botwinkowy burger celebryta z najlepszym sosem na świecie

Oto on. Ten, który sprawił, że Maciek Bąk z Radia Gdańsk przez tydzień będzie jadł roślinnie. Dorodny, kolorowy, pikantny, charakterny jak prawdziwy facet. Botwinkowy burger wegański z dużą porcją warzyw i sosem, który zrobiłam kiedyś całkowicie przypadkowo, a który ciągle urzeka moich kolejnych gości - musztardowo-mirabelkowo-daktylowym. Rozgrzewajcie piekarniki, czas na rozpustę!









Składniki na ok. 8 dużych burgerów:
  • 1 pęczek świeżej, dorodnej botwinki: jędrne liście, duże młode buraczki
  • pół szklanki suchej kaszy jaglanej
  • pół szklanki ziaren słonecznika
  • pół szklanki ziaren sezamu
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • 1 młoda cebulka, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 łyżki oleju + ten pozostały ze smażenia botwinki
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej/z ciecierzycy lub innej dowolnej
  • chlust sosu sojowego
  • 2 ząbki czosnku
  • mała papryczka chilli razem z pestkami 
  • spora szczypta pieprzu cytrynowego
  • czubata łyżeczka suszonego imbiru
  • sól
Dodatki:
  • ogórek kiszony/małosolny/świeży
  • pomidor
  • cebula biała/czerwona
  • sałata chrupka
  • rukola/roszponka
  • + oczywiście buły!

Składniki na sos:
  • ok. 8 daktyli 
  • 4 łyżki musztardy
  • 2 łyżki konfitury mirabelkowej lub innej kwaśnej 
  • pieprz, sól

Przygotowanie:
  1. Kaszę gotujemy na sypko (zalewając ok. szklanką wody). Ugotowaną kaszę przesypujemy do dużej miski.
  2. Buraczki (bulwy) gotujemy w skórkach przez około 5 minut, studzimy, obieramy ze skórki i ścieramy do miski z kaszą.
  3. Siemię, słonecznik i sezam prażymy na patelni partiami. Dorzucamy do kaszy.
  4. Liście botwinki dokładnie myjemy, osuszamy, siekamy jak najdrobniej. Na dużej patelni rozgrzewamy ok. 3 łyżki oleju, zrumieniamy na nim posiekany czosnek i drobno pokrojoną papryczkę chilli wraz z pestkami, dorzucamy liście botwinki, dokładnie mieszamy i na małym ogniu dusimy, tak by listki mocno się zmniejszyły i zmiękły.
  5. Do miski dodajemy: olej, zawartość patelni (lekko przestudzoną), sól, imbir, pieprz cytrynowy, sos sojowy i mąkę. Wszystko bardzo dokładnie i dosyć długo mieszamy, tak by uzyskać zwartą konsystencję. Jeśli masa będzie wydawała się zbyt rzadka (nie sądzę:)), dodajemy jeszcze trochę mąki. Bardzo ważne jest, by smakować masę przed formowaniem kotlecików - powinna być baardzo wyrazista w smaku, słono-słodko-ostra. :) Wariujcie z przyprawami!
  6.  Piekarnik rozgrzewamy do 200stopni, formujemy kotleciki i wykładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (u mnie nagle go zabrakło, więc wysmarowałam formę olejem i podsypałam bułką tartą). Pieczemy 25 minut w jednej strony, po czym odwracamy na drugą stronę i dopiekamy jeszcze ok. 10 minut.
  7. W międzyczasie przygotowujemy sos. Daktyle wrzucamy do rondelka z wrzątkiem i podgotowujemy na małym ogniu przez 3 minuty. Po tym czasie odcedzamy. Do naczynia blendera wlewamy musztardę, konfiturę, daktyle, szczyptę pieprzu i soli, wszystko miksujemy na najmożliwiej gładką masę. Schładzamy w lodówce do czasu wyjścia burgerów na świat :)
  8. Burgery podajemy w chrupiących bułkach (wystarczą im 3 minuty w dobrze rozgrzanym piekarniku) od spodu wysmarowanych sosem, z dużą porcją warzyw.
Smacznego!



Czytaj Więcej »

sobota, 20 czerwca 2015

Niezły pasztet! (soczewicowy z ostrą gruszką i pietruszką)

Pasty pastami, konfitury konfiturami, ale pasztet na kanapce trzeba zjeść. Szczególnie, kiedy jest słodko-ostry, z wierzchu chrupiący, a w środku kremowy. Delikatnie rozsmarowany na pieczywie, podany z chrupiącym ogórkiem i świeżym koperkiem potrafi sprawić, że każdy poranek stanie się lepszy. W dzisiejszej wersji główne role grają soczewica, kasza jaglana, słonecznik, no i one, drogie panie - dorodna, ognista i smukła papryczka chilli, jędrna, soczysta i słodka gruszka oraz skromna, z pozoru zwykła, a wybuchowa dzięki witaminom - pietruszka. Skuście się, z tego wszystkiego wychodzi naprawdę niezły pasztet... :)







Składniki:
  • szklanka żółtej soczewicy
  • szklanka kaszy jaglanej
  • szklanka ziaren słonecznika
  • 2 łyżki zmielonych płatków owsianych
  • 1 cebula
  • 1 papryczka chilli
  • 2/3 ząbki czosnku
  • 2 ugotowane pietruszki
  • 1 gruszka
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz czarny
  • 2 łyżki oleju




Przed przygotowaniem:

- Słonecznik namaczamy w wodzie przez około 6 godzin, po czym odsączamy ziarna.
- Soczewicę namaczamy przez ok. 3 godziny, po czym gotujemy przez około 6/7 minut. Studzimy.
- Kaszę jaglaną gotujemy 15 minut. Studzimy.

1. Wszystkie powyższe składniki mieszamy i dokładnie miksujemy blenderem lub (lepiej) przepuszczamy przez maszynkę do mięsa.

2. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju, podsmażamy na nim pokrojoną cebulkę i papryczkę chilli wraz z pestkami (chyba, że nie lubicie mocno pikantnych smaków), kiedy cebulka będzie już zrumieniona, dorzucamy na patelnię pokrojoną i obraną gruszkę, mieszamy i podsmażamy jeszcze kilka minut, aż owoc zacznie się delikatnie rozpadać.

3. Do masy jaglano-słonecznikowej dodajemy zawartość patelni wraz z olejem, startą ugotowaną pietruszkę, posiekaną natkę pietruszki, szczyptę czarnego pieprzu, sól i przeciśnięty przez praskę czosnek, zmielone płatki owsiane. Wszystko dokładnie mieszamy i na bieżąco smakujemy, tak by masa była bardzo dobrze doprawiona.

4. Masę przekładamy do wysmarowanej olejem keksówki, pieczemy w 190 stopniach przez 50 minut, do godziny, tak by na górze utworzyła się chrupiąca skorupka.

5.Wystudzamy, chłodzimy w lodówce, podajemy w plastrach na świeżej bułce, najlepiej z ogórem małosolnym. :)

                                       Smacznego!
Czytaj Więcej »

czwartek, 18 czerwca 2015

Nalewka truskawkowa, że palce lizać!


Chyba najbardziej wdzięczny obiekt do fotografowania od ostatnich kilku tygodni. Elegancki domowy trunek, którego osią tematyczną jest serce. Soczyste truskawki przekrojone wzdłuż, pływając w alkoholu przypominają małe serduszka, w przygotowanie zawsze wkładane jest całe serce, a końcowy efekt niezmiennie kradnie serca degustatorów.
Idealnie sprawdzi się jako wieczorowy czaso-umilacz lub pomysł na wyjątkowy prezent. Wygląda bajecznie, a smakuje jeszcze lepiej. Jeśli lubicie oryginalne alkohole, a nie mieliście odwagi rozpocząć swojej przygody z domowymi wersjami - nadszedł ten czas. Oto wdzięczy się nalewka truskawkowa z nutą wanilii:










Składniki na słój (ok 5 litrów - widoczny na zdjęciu)
  • 2 kg truskawek
  • litr spirytusu + litr wody lub 2 litry czystej wódki
  • 1 kg cukru białego lub brązowego
  • laska wanilii 
  • opcjonalnie: papryczka chilli, goździki
Przygotowanie:

1. Truskawki myjemy, usuwamy szypułki, tniemy na pół, wrzucamy do słoja i zalewamy spirytusem rozcieńczonym z wodą (koniecznie trzeba połączyć płyny wcześniej) lub wódką.
2. Wrzucamy przeciętą wzdłuż laskę wanilii i według upodobania: chilli/goździki.
3. Słój zakręcamy, odstawiamy w ciepłe, słoneczne miejsce na 4 tygodnie. Mniej więcej co dwa dni wstrząsamy.
5. Po 4 tygodniach płyn zlewamy do czystego słoja, a truskawki pozostałe w pierwszym naczyniu zasypujemy kilogramem cukru.
6. Odstawiamy słoje. Ten, w którym są truskawki z cukrem powinien stać w miejscu nasłonecznionym, drugi - w ciemnym.
7. Po upływie ok. tygodnia, kiedy cukier rozpuści się w truskawkach, oba płyny mieszamy w jednym słoju. Truskawki odcedzamy, możemy przełożyć je do słoiczków i wykorzystać do deserów.
8. Połączone płyny odstawiamy na minimalnie 2 tygodnie do wyklarowania się, następnie filtrujemy np. przez szczelne sitko i zlewamy do butelek. Nalewka jest już smaczna i gotowa do spożycia, jednak pełnię smaku uzyskuje po 6-8 miesiącach. Jak każdy mocny alkohol, im dłużej dojrzewa, tym jest smaczniejsza.

Najlepiej delektować się nią w chłodne zimowe wieczory, wspominając smak sezonowych truskawek.
Smacznego!
Czytaj Więcej »

środa, 17 czerwca 2015

Wegańskie spaghetti po bolońsku - doskonałe


Wczoraj miałam ogromną przyjemność być gościem "Smaków w eterze" - audycji kulinarnej Radia Gdańsk. Mówiliśmy sporo o idei diety roślinnej, o przepisach z gatunku "palce lizać" i stu innych tematach. :) W rozmowie przewijał się temat soi. M.in. tego, jakoby była niesmaczna i niezdrowa. Już wczoraj zdecydowanie przeciwstawiłam się tej tezie, wspominając o wegańskim spaghetti po bolońsku. Żeby nie być gołosłowną, dziś dzielę się z Wami przepisem na to danie, które należy do moich ulubionych z serii "rozpustne". Syte, pięknie pachnące pomidorami smażonymi na oliwie i czosnku, o zdecydowanym smaku dzięki chilli. Garnki w ruch!

Składniki na 2 duże porcje:
  • puszka krojonych pomidorów
  • 2 duże pomidory świeże
  • ok. 6 łyżek granulatu sojowego (do kupienia w dużych marketach)
  • dwa spore ząbki czosnku
  • mała papryczka chilli 
  • oliwa (jeśli macie oliwę z dodatkiem chilli, możecie pominąć punkt wyżej)
  • jeśli są pod ręką - świeże zioła, najlepiej bazylia, oregano - ilość według upodobania
  • dwa liście laurowe
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
  • szczypta cukru
  • dwie łyżeczki octu balsamicznego
  • 1 cebula
  • ulubiony makaron 
  • mały koncentrat pomidorowy ok. 4 łyżeczki)
  • opcjonalnie trochę mąki - u mnie 1 łyżka kukurydzianej

Przygotowanie:
  1. Rozpoczynamy od sparzenia świeżych pomidorów, obrania ich ze skórki i pokrojenia w drobną kostkę. Ja nigdy nie pozbywam się miąższu - soku i pestek, ale wybór należy do Was. :)
  2. W rondelku zagotowujemy ok dwie szklanki wody z dodatkiem liścia laurowego, pieprzu i soli. Po zagotowaniu zdejmujemy z ognia i dodajemy granulat sojowy. Niech moczy się ok. 5 minut.
  3. Na głębokiej patelni rozgrzewamy ok. 2 łyżki oliwy i wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę. Jeśli mamy oliwę aromatyzowaną chilli, śmiało użyjmy jej, pomijając świeżą papryczkę. Jeśli używamy oliwy zwykłej, wrzućmy na patelnię dodatkowo ok. pół posiekanej papryczki chilli - z pestkami, jeśli lubimy ostre smaki, bez - jeśli umiarkowane :). Podsmażamy do delikatnego zrumienienia, po czym dodajemy jeszcze drobno posiekane ząbki czosnku.
  4. Po dodaniu czosnku, smażymy jeszcze tylko przez dosłownie 2 minuty na małym ogniu, po czym dorzucamy pomidory świeże i te w zalewie. Wszystko dokładnie mieszamy, dodajemy pieprz, sól, ocet balsamiczny i szczyptę cukru. Dusimy przez ok. 15 minut. W międzyczasie wstawiamy wodę na makaron i odcedzamy soję.
  5. Po tym czasie do sosu dodajemy koncentrat i wszystko dokładnie mieszamy, jeśli sos wydaje się zbyt rzadki, dodajemy jeszcze łyżkę mąki i bardzo dokładnie mieszamy. Dorzucamy posiekane zioła, granulat sojowy i ewentualnie "dosmaczamy" solą i pieprzem. 
  6. Ja podaję takie spaghetti w wersji bezglutenowej - z makaronem kukurydzianym. W taki makaron zaopatruję się w znanym markecie z owadem w kropki. :) Jest tani, smaczny, a w składzie ma tylko wodę i mąkę kukurydzianą.  


Smacznego!

Czytaj Więcej »