Menu

Image Map

środa, 30 grudnia 2015

O tym, jak werkowe dania trafiły na salony


Pod koniec roku lubię dzielić się wyłącznie dobrymi informacjami, dlatego dziś mam dla Was nowinę, która przez ostatnich kilka tygodni rysowała mi na twarzy wielki uśmiech. Zostałam zaproszona do współpracy z lubianą pilską restauracją Gringo (dla przyjezdnych - mają też hotel!), a właściwie z Gosią, która wspólnie z rodziną sprawuje pieczę nad tym przytulnym i smacznym miejscem. O co chodzi? A choćby o to, żeby podczas wesela, przyjęcia rodzinnego, kolacji z przyjaciółmi - nie mieć problemów z tym, że je się wyłącznie wegańsko. Nie czuć, że sprawia się komuś problem, nie opychać się ziemniakami z wody i surówką, a zostać potraktowanym tak samo dobrze jak każdy inny gość. Właściciele Gringo chcieli wyjść na przeciw potrzebom najróżniejszych osób, toteż w sezonowym menu (innym o każdej porze roku) od niedawna znajdziecie trzy w pełni roślinne dania: pyszne, elegancko podane, niedrogie. Te bardziej tradycyjne i takie z nutą nowoczesności, ale każde przygotowane w taki sposób, by chcieli je zamawiać nie tylko weganie. :)
Na pierwszy ogień poszło menu zimowe, które składa się z moich ukochanych dań, nad którymi popracowałam tak, by każde z nich odkrywało nowe smaki:

Numer jeden to sałatka z pieczonym burakiem, grillowanym tofu, pestkami i sosem trzcinowo-musztardowym (bezglutenowa) w cenie 16 zł. Pieczony burak nadaje delikatności i słodyczy, grillowane tofu to smaczna porcja białka w aromatycznych przyprawach, pestki i sos musztardowo-trzcinowy to chrupiące wykończenie.


Numer dwa - chrupiące falafele z dodatkiem marchewki i sezamu, pachnące kolendrą, chrupiące zzewnątrz i miękkie w środku. Do tego pszenna pita, sałatka z dodatkiem mango i zielony sos. Słodko i ostro, miękko i chrupiąco, bardzo treściwie! Za to danie zapłacicie 22zł.


Ostatnia propozycja to aromatyczne i rozpływające się w ustach pęczotto, które dochodzi w bulionie grzybowo-warzywnym i musie z dyni. Posypane orzechowym parmezanem, o leśnym zapachu i smaku. Tutaj cena to 20zł.



Poza opracowaniem przepisów, sprawdziłam ostatecznie wykonanie dań w gronie przyjaciół i z czystym sumieniem mogę Was zaprosić na degustację naszych dań. Będzie mi bardzo miło jeśli odezwiecie się z recenzją!

To tyle, jeśli chodzi o niezbędne informacje, teraz krótko, acz również treściwie od serca: jestem ogromnie dumna z Gringo, że stało się pierwszą restauracją w Pile, która myśli o osobach na diecie roślinnej. Właściciele poświęcili wiele czasu na dopracowanie dań i odtąd żaden mieszkający w okolicach wegetarianin, weganin, a nawet weganin na diecie bezglutenowej nie musi drżeć przed kolejną niezręczną sytuacją podczas rodzinnej imprezy. W karcie Gringo obok steków znajdziecie dania z dodatkiem migdałowego parmezanu, tofu, ciecierzycy, czy sosu na bazie jogurtu sojowego. O ile w wielkich miastach może nie wzbudza to już tak wielkiego zachwytu, ale wierzcie mi, w mieście jelenia będzie to mekka wegan i par młodych, które chcą zadbać o komfort wszystkich, nawet "problematycznych" gości. :)  

Roślinniejemy w Pile!





Czytaj Więcej »

Klasyczny śledzik z boczniaków (z cebulką i ogórkiem)


Do tej pory jest to najlepsza bezmięsna modyfikacja dobrze znanego dania, jakiej udało mi się dokonać. Słynnego śledzika taty podjadałam kiedyś podczas każdych świąt bożonarodzeniowych, wigilijnych, a w Sylwestra zabierałam go w pudełeczku do znajomych. Był doskonały w swojej prostocie, wyrazisty w smaku, a nikt nie pozostawał wobec niego obojętny: kochali lub nienawidzili, jak to ze śledziem. Przepis na boczniakową wersję jest banalny, szybki w wykonaniu, a efekt jest powalający, bo w tym roku tata Mariusz nie zrobił śledzika, ustępując miejsca boczniakom (czujecie to?!). Podczas świąt zniknął ze stołu najszybciej, toteż bez wahania oddaję w Wasze ręce przepis, który śmiało możecie wykorzystać podczas jutrzejszych przygotowań do zabawy noworocznej (w łóżku czy na imprezie ze znajomymi:)). Tylko uprzedzam, jeśli później zamierzacie się całować, schowajcie do kieszeni miętuski!

Składniki na jedną średnią miskę:
  • niecałe pół kilograma boczniaków
  • 2 małe cebule białe lub czerwone
  • 4 małe ogórki kiszone
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • olej rzepakowy - ok. 1/3 szklanki
  • łyżka octu balsamicznego
  • niecała łyżka octu jabłkowego
  • dwa płaty nori
  • łyżka ciemnego sosu sojowego (dostępny w wersji bezlutenowej)

Przygotowanie:
  1. Boczniaki oczyszczamy przy pomocy pędzelka, krótko płuczemy w zimnej wodzie i kroimy na drobne, dowolne kawałki. 
  2. W garnku gotujemy wodę z dodatkiem szczypty soli, sosem sojowym i płatami nori (ja nie kruszę ich, a składam na 4). Taki wywar gotujemy ok. 15 minut, po czym wrzucamy boczniaki i gotujemy je na małym ogniu około 2 minuty. Odcedzamy, płaty nori wyrzucamy. Boczniaki odstawiamy do przestygnięcia.
  3. Przygotowujemy zalewę do "śledzików". Ogórki i cebule bardzo drobno siekamy, w misce łączymy olej, ocet, cebulkę, ogórka, sporą ilość soli i świeżo mielonego pieprzu. Jeśli stwierdzimy, że smak jest wystarczająco intensywny, dorzucamy pokrojone boczniaki, całość BARDZO dokładnie mieszamy, przykrywamy folią aluminiową i chowamy do lodówki na minimum dobę. Po tym czasie smakujemy i ewentualnie dosmaczamy solą i pieprzem. 
  4. Smacznego! 
 



Czytaj Więcej »

środa, 23 grudnia 2015

Korzenny kompot z jabłek i gruszek - idealny na święta



Grudzień dopiero się zaczął, a już jutro najpiękniejsze święto w roku... Prawie wszystkie potrawy mam już gotowe, w tym roku będzie śledzik z boczniaków na dwa sposoby: korzenny i cebulowo-ogórkowy, carpaccio z buraka, krokiety i pierogi z kapuchą i grzybami, barszczyk, sałatka z pieczonym buraczkiem, sojowa "ryba" po grecku, chlebek z trzech mąk, a na słodko szarlotka sypana, piernik i czekoladowy tofurnik z malinową glazurą. Na bogato, bo moje stopy i plecy proszą o litość.. :) ALE! Jeszcze nie kończymy prac, bo czymże byłaby kolacja wigilijna bez wyjątkowego napoju? A w tej roli wystąpią u nas sangria bezalkoholowa (po świętach podzielę się przepisem) oraz ten, sprawdzony już miliony razy kompot korzenny z gruszek i śliwek, który rozgrzewa koi i przyprawia o szeroki uśmiech na buziach rodzinki. Zaproście rodzeństwo do obierania, a reszta zrobi się sama. :) Jeśli nie przekonuje Was ani korzenny kompot ani sangria, przypominam jeszcze chai latte, która idealnie sprawdzi się zamiast tradycyjnej kawki w parze ze świątecznymi ciachami - KLIK

Życzę Wam cudownych świąt, świętego spokoju i przede wszystkim, ukochanych ludzi wokół. Odpoczywajcie i pamiętajcie, że w święta jedzenie (a szczególnie to roślinne) nie idzie w boczki! ;)  


Składniki:
  • 2 litry wody
  • pół kilograma jabłek
  • pół kilograma gruszek
  • kora cynamonu
  • 5 łyżek cukru trzcinowego lub więcej wedle upodobań
  • kora cynamonu
  • laska wanilii
  • kilka goździków
  • kawałek imbiru o wielkości kciuka
  • gwiazdka anyżu
  • kilka ziarenek kardamonu - opcjonalnie 
  • odrobina soku z cytryny
Przygotowanie:

  1. Jabłka i gruszki obieramy, kroimy i wrzucamy do garnuszka. Skrapiamy je sokiem z niecałej połowy cytryny. 
  2. Owoce zalewamy wodą, dodajemy wszystkie przyprawy przyprawy: korę cynamonu, ziarenka wyłuskane z laski wanilii, obrany imbir, anyż i kardamon. Zagotowujemy płyn i gotujemy na małym ogniu przez 12-15 minut. Na końcu słodzimy wedle uzania i pozostawiamy na noc do przegryzienia smaków.
  3. Przechowujemy w lodówce przez dwie, maksymalnie trzy doby. 
Czytaj Więcej »

wtorek, 22 grudnia 2015

Korzenny śledzik z boczniaków

Miała być "ryba" po grecku, ale przemierzając dziś targowisko w rodzinnym mieście natknęłam się na najpiękniejsze boczniaki w całym moim życiu. Plany szybko się zmieniły, ale nie zaryzykuję, jeśli powiem, że na lepsze. :) Ryba po grecku z kotlecików sojowych w nori na pewno też pojawi się na naszym wigilijnym stole, ale nie wiem czy zdążę pokazać Wam zdjęcia i przepis. Natomiast teraz spieszę z cudownie prostym przepisem na korzenne śledziki z boczniaków - idealne połączenie słodkich, pikantnych i korzennych przypraw. Tak zamarynowane boczniaki najlepiej smakują po jedno lub dwudniowym leżakowaniu w zalewie, dlatego warto wybrać się na ostatnie zakupy i przyrządzić taką "rybkę", zdobytą bez krzty cierpienia, choćby w Wigilię, tak pełną przecież miłosierdzia... :) A nóż widelec zasmakuje i wejdziecie w stały związek z boczniakiem, a śledziki pozostawimy w spokoju i w wodzie. :) Smacznego!


Składniki na małe naczynie do zapiekania widoczne na zdjęciu:
  • ok. pół kilograma boczniaków
  • 1 cebula pokrojona w cieniutkie pióra
  • 2 duże płaty nori - można pominąć, aczkolwiek nadają rybnego aromatu :)
  • gwiazdka anyżu
  • łyżeczka goździków
  • dwa liście laurowe
  • czubata łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • papryka wędzona łagodna - łyżeczka
  • papryka ostra - pół lub cała łyżeczka
  • pieprz czosnkowy 
  • sól
  • sos sojowy (dostępny bezglutenowy)
  • łyżka nalewki wiśniowej - opcjonalnie
  • łyżka syropu daktylowego lub innego słodzika
  • trzy łyżeczki przyprawy do piernika
  • kawałek kory cynamonu
  • pół łyżeczki suszonego imbiru
  • 1/4 szklanki oleju (u mnie lniany tłoczony na zimno)
  • dwie łyżki wody
Przygotowanie:
  1. Boczniaki delikatnie oczyszczamy przy pomocy pędzelka. Kroimy w dowolne kształty - mniejsze lub większe kawałki.
  2. W średniej wielkości garnku (takim, by zmieściły się grzybki) zagotowujemy wodę z dodatkiem soli, sosu sojowego i dwóch złożonych "na 4" płatów nori. Gotujemy około 15 minut na małym ogniu. 
  3. Po tym czasie nori wyjmujemy, a do wody dodajemy pokrojone boczniaki. Podgotowujemy około 3 minuty, odcedzamy i odstawiamy do przestygnięcia.
  4. Przygotowujemy marynatę: Łączymy olej, sos sojowy (3 łyżki), nalewkę, pieprz, sporą szczyptę soli, łyżeczkę koncentratu rozpuszczoną w małej ilości gorącej wody, syrop daktylowy, łyżeczkę ostrej papryki, łyżeczkę wędzonej papryki, imbir, cynamon, przyprawę do piernika, liście laurowe, anyż i dwie łyżki wody. Próbujemy i ewentualnie dosmaczamy, pamiętając, że goździki, liście laurowe i anyż dopiero wydobędą swoje aromaty. 
  5. Do naczynia wkładamy boczniaki i piórka cebuli, zalewamy marynatą, dokładnie mieszamy, przykrywamy folią aluminiową i wkładamy do lodówki na minimum dobę do przegryzienia. 
  6. Na zdrówko! 
Czytaj Więcej »

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Ulubiony pasztet fasolowy z suszoną śliwką


To był jeden z moich pierwszych pasztetów wegańskich i co wcale nie jest takie częste, od razu okazał się dużym sukcesem. Dziadek, o zgrozo, jest święcie przekonany, że to smarowidło przygotowane jest z... królika, brat podjada go podczas każdych świąt, tata suto smaruje go chrzanem i pozostawia w zapomnieniu wszelkie tradycyjne mięsne rolady. To kanapkowy hit, niezastąpiony przepis w każdej roślinnej (i nie tylko!) kuchni, ciągle ulega kolejnym modyfikacjom, ale u mnie pozostaje niezmienny w swojej idealnej śliwkowej formie. Do zabaw z tym przepisem zainspirowała mnie nie po raz pierwszy Marta Dymek z Jadłonomii i po raz kolejny chylę czoła 

(PS przed chwilą napisałam czylę choła - przeciążenie systemu...:))

dla jej ogromnego wkładu pracy w nieco zabawnie nazwany proces, który traktuję z przymrużeniem oka, a mianowicie dumnie brzmiącą "weganizację Polski"... :) Pasztet idealnie sprawdzi się jako jedno z dumnych dwunastu dań wigilijnych i... drugie śniadanie w szkole i pracy. Smacznego! 


Składniki na średniej wielkości keksówkę:
  • 2 puszki białej fasoli lub taka sama ilość fasoli ugotowanej 
  • 3 małe cebule
  • 1 gruszka
  • garść suszonych śliwek
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • sól
  • gałka muszkatołowa
  • 3 małe ząbki czosnku
  • łyżka musztardy
  • łyżka majeranku
  • spora szczypta gałki muszkatołowej
  • 3 goździki
  • 2 liście laurowe
  • łyżka sosu sojowego (dostępny w wersji bezglutenowej)
  • 6 łyżek bułki tartej lub mielonych płatków owsianych (oba produkty znajdziemy w wersji bezglutenowej)
  • 1/3 szklanki oleju + odrobina do podsmażenia cebulki
Przgotowanie:

  1. Cebulę i gruszkę kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy olej, szklimy na nim cebulkę z dodatkiem goździków, liści laurowych, szczypty soli i pieprzu. Pod koniec smażenia dodajemy pokrojoną gruszkę i wszystko razem dusimy kilka minut, do przyjemnej miękkości składników. :)
  2. Suszone śliwki zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na bok. 
  3. Ugotowaną lub konserwową (wypłukaną z zalewy i odcedzoną!) fasolę łączymy z cebulą i gruszką (wcześniej wyjmujemy goździki i listki laurowe). Całość dokładnie miksujemy blenderem lub przepuszczamy przez maszynkę do mięsa. Tak przygotowaną, zmieloną na gładki krem masę doprawiamy resztą składników: sosem sojowym, pieprzem, solą, czosnkiem przeciśniętym przez praskę, gałką muszkatołową, musztardą, solą, Dodajemy olej oraz płatki owsiane lub bułkę tartą. Wszystko dokładnie mieszamy i ewentualnie dosmaczamy. 
  4. Masę na pasztet przekładamy do nasmarowanej olejem keksówki, na jej wierzch delikatnie wbijamy odcedzone z ciepłej wody śliwki (w całości lub pokrojone). Pasztet pieczemy w temperaturze 190 stopni, przez około 35-40 minut. Przez ostatnie 10 minut pieczenia warto przykryć wierzch folią aluminiową, by przesadnie się nie spiekł, a śliwki nie zgorzkniały.
  5. Po wyjęciu z "ognia" pozostawiamy w formie do wystygnięcia. 
Czytaj Więcej »

sobota, 19 grudnia 2015

Sałatka jarzynowa z pieczonym buraczkiem

Podobnej sałatki spróbowałam kiedyś a gdańskim Avocado i wtedy właśnie zapadła spontaniczna decyzja o tym, że "stara" jarzynowa nigdy nie będzie już taka sama. To nieco odmienione wydanie świątecznej, tradycyjnej sałatki, wzbogacone o słodkiego pieczonego buraczka i połączone domowym, błyskawicznym sojonezem. Danie bardzo proste w przygotowaniu, idealne jako część świątecznych śniadań i kolacji, o pięknej precenzji i intensywnie warzywnym smaku. Nie ma chyba na świecie osoby, która nie wyjada świeżo udekorowanej przez mamę sałatki, zaklepując niedoskonałości... :) Dlatego po małych przeobrażeniach dzielę się z Wami swoją wersją idealnej wegańskiej sałatki jarzynowej. Do dzieła! :)




Składniki na jedną dużą miskę: 
  • 2 marchewki
  • 2 ziemniaki
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 mały por
  • puszka groszku konserwowego lub mniej więcej tyle samo mrożonego - wcześniej podgotowanego
  • puszka kukurydzy
  • 3 ogórki kiszone
  • 1 duży burak
  • 1 małe jabłko
  • ok 250ml sojonezu
  • sól, świeżo mielony pieprz
Przygotowanie:

  1. Buraka zawiń w folię aluminiową i piecz przez około godzinę w 180 stopniach, do czasu aż nóż będzie gładko wchodził w warzywo przez folię. Ostudź, obierz, pokrój w drobną kostkę. 
  2. Marchew, pietruszkę i ziemniaki umyj i ugotuj w lekko osolonej wodzie (w skórkach!), ostudź, obierz i pokrój w kosteczkę. 
  3. Jaśniejszą część pora posiekaj w bardzo drobną kostkę. Podobnie z ogórkami i jabłkiem.
  4. Kukurydzę i groszek odsącz z zalewy i przelej wodą na sicie. 
  5. Wszystkie posiekane warzywa przesyp do miski, dodaj pieprz i płaską łyżeczkę soli.
  6.  Do warzyw dodaj sojonez i wszystko bardzo dokładnie wymieszaj. Ewentualnie dopraw do smaku (możesz dodać odrobinę musztardy). 
  7. Odstaw sałatkę na noc do lodówki, by smaki się przegryzły. :) Smacznego!



Czytaj Więcej »

piątek, 18 grudnia 2015

"Pasztetowa" z zielonej soczewicy, grzybów i suszonej śliwki


Święta trwają kilka pięknych dni, a kiedy już opijemy się barszczem z uszkami, zjemy wszystkie pierogi i pasztety z fasoli, przyjdzie czas na odświętne śniadania. A wtedy warto zaskoczyć siebie i innych domowników aromatycznymi pastami na świeżym chlebie - o ile fasolowa z żurawiną i chilli jest sprawdzona i pyszna, słonecznikowa to stały repertuar w tygodniu, to dzisiejsza grzybowa "pasztetowa" idealnie wpisze się właśnie w klimat świąt. Pełna smaku i zapachu leśnych skarbów, przełamana smakiem słodkiej suszonej śliwki, lekko czosnkowa, po prostu idealna i z powodzeniem zastępująca chemiczne smarowidła z "flaczka". :) Bogata w wartości odżywcze dzięki zielonej soczewicy będzie nie tylko smacznym, ale pełnym zdrowia dodatkiem na świątecznym stole. Blendery w ruch!



Skladniki:

  • szklanka zielonej soczewicy
  • ok. 300g pieczarek
  • spora garść suszonych grzybów + woda z ich moczenia
  • dwa goździki
  • dwa listki laurowe
  • jedna spora cebula
  • drobny ząbek czosnku
  • łyżeczka czosnku niedźwiedziego
  • sos sojowy
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • ok. 8 suszonych śliwek wcześniej zalanych wrzątkiem na kilka minut
Przygotowanie:
  1. Kilka godzin wcześniej suszone leśne grzyby zalewamy wrzątkiem i odstawiamy, by zmiękły. Po minimum 5 godzinach zaczynamy przygotowywanie pasty.
  2. Soczewicę gotujemy w wodzie po suszonych grzybach i z dodatkiem soli, ok. 40 minut.
  3. Pieczarki oczyszczamy i kroimy, siekamy również suszone namoczone grzyby. Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej roślinny, szklimy na nim posiekaną cebulkę z dodatkiem goździków i liści laurowych. Dorzucamy pieczarki i grzyby leśne (przed tym wyjmujemy goździki i liście), całość smażymy jeszcze przez około 15/20 minut, lekko podlewamy sosem sojowym, na końcu dodajemy przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku.
  4. Na kilka minut sparzamy suszone śliwki, drobno kroimy i dorzucamy na patelnię z cebulką i grzybami, całość dokładnie mieszamy, możemy przesmażyć jeszcze kilka minut.
  5. Do kielicha blendera z ostrzem w kształcie litery "S" lub urządzenia typu Thermomix wrzucamy wszystkie składniki: ugotowaną soczewicę, zawartość patelni, sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi. Całość miksujemy na gładką pastę, na końcu ewentualnie doprawiamy sosem sojowym/solą i pieprzem. 
  6. Pastę możemy przechowywać w lodówce przez około 4/5 dni. 
  7. Smacznego! :) 
Czytaj Więcej »

niedziela, 13 grudnia 2015

Odświętny sernik jaglany z musem jagodowym (na zimno, bezglutenowy)

Dziś miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w akcji "Zwierzęta też chcą mieć święta!" na rzecz podopiecznych gdyńskiego Ciapkowa. Odkąd tylko zobaczyłam zaangażowanie agencji Enterteam w to, by zima była dla bezdomnych zwierząt jak najmniej dokuczliwa, wiedziałam, że muszę się włączyć w działania, pozostawało tylko pytanie jak.

Dzisiejszy przepis jest poniekąd odpowiedzią, bo choć nie mam chyba zbyt wielu talentów, to najlepsze co dotychczas udało mi się zdziałać w życiu wiązało się ze sportem, pieczeniem ciast lub pomocą dla zwierząt właśnie... :) A pomysł okazał się podwójnie trafiony, bo deszcz dawał dziś w kość i uczestnicy akcji z ogromnym uśmiechem ogrzewali się kawą, a nastroje osładzali jagielnikiem, szarlotką i muffinami, które przywieźliśmy z Mateuszem do schroniska. Sernik jaglany z jagodową nutą został spałaszowany najszybciej, dlatego jeszcze tego samego dnia dzielę się przepisem, który doskonale sprawdzi się na nadchodzące święta. Gwarancja jakości sprawdzona przez osoby, które tak pięknie wsparły dziś Ciapkowo, dlatego z czystym sumieniem polecam! :)





Składniki na tortownicę o średnicy ok. 23 cm

masa jaglana:
  • 1,5 szklanki kaszy jaglanej, najlepiej z certyfikatem eko - wtedy nie ma konieczności wcześniejszego płukania i przelewania wrzątkiem :)
  • litr mleka roślinnego - u mnie sojowe waniliowe 
  • pół szklanki wody
  • laska cynamonu
  • słód daktylowy, ksylitol, cukier, syrop z agawy - dowolny ulubiony słodzik - u mnie nieco ponad 3 łyżki syropu z agawy
  • dwie łyżeczki soku z cytryny
  • 200ml mleczka kokosowego
  • 2 łyżeczki agaru
                                                                      spód:
  • ok. 100g herbatników/innych ciastek bezglutenowych - przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie, które jednocześnie są wegańskie i bezglutenowe. :)
  • dwie łyżki masła orzechowego
  • 12 daktyli, wcześniej namoczonych we wrzątku
  • garść migdałów blanszowanych lub innych orzechów


                                                                  mus jagodowy:
  • jagody mrożone lub świeże - u mnie około 1,5 szklanki jagód mrożonych + 2 łyżki konfitury jagodowej
  • 100ml mleczka kokosowego
  • 1,5 łyżeczki agaru
  • dwie łyżeczki soku z cytryny
  • dwie łyżki cukru pudru, lub więcej według upodobania
dodatkowo:
  • np. prażone płatki migdałów do posypania
Przygotowanie:


  1. Spód: w misie blendera umieszczamy wszystkie składniki: daktyle, orzechy, masło orzechowe, ciasteczka, całość miksujemy na wysokich obrotach, by uzyskać drobno zmieloną masę, która po ściśnięciu w palcach zaczyna się kleić.
  2. Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, a następnie masą orzechowo-daktylową, mocno dociskając do dna.Tak przygotowaną formę wkładamy do lodówki.
  3. Masa jaglana:W rondelku o grubym dnie podgrzewamy mleko i wodę (poza mleczkiem kokosowym). Do płynu dorzucamy laskę cynamonu i kaszę jaglaną, gotujemy na małym (!) ogniu do miękkości i wchłonięcia płynu, około 30 minut. Bardzo często mieszamy, bo jaglana lubi się przypalać. Na końcu dosładzamy kaszę i wyjmujemy laskę cynamonu.
  4. Ugotowaną kaszę przekładamy do naczynia blendera, najlepiej takiego z ostrzem w kształcie litery S, Thermomixa lub innych podobnych maszyn. :) 
  5. Do osobnego rondelka dodajemy mleczko kokosowe i 2 łyżeczki agaru, cały czas energicznie mieszamy płyn, najlepiej drewnianą łyżeczką, by agar dokładnie się rozpuścił. Kiedy mleko zacznie wrzeć (bąbelkować) czekamy ok. pół minuty, stale mieszając. Po tym czasie niezwłocznie przekładamy płyn do naczynia blendera, gdzie jest już kasza i zaczynamy miksowanie na najwyższych obrotach. 
  6. Kaszę miksujemy do momentu uzyskania możliwe jak najbardziej kremowej, gładkiej konsystencji, jeśli trzeba - dosładzamy. 
  7. Zmiksowaną kaszę natychmiast przelewamy do tortownicy, na schłodzony orzechowy spód, formę odkładamy w dowolne miejsce.
  8. Mus jagodowy: świeże lub wcześniej rozmrożone jagody wrzucamy do blendera kielichowego, ewentualnie dodajemy trochę konfitury o podobnym lub takim samym smaku, sok z cytryny i cukier puder. Miksujemy. 
  9. W rondelku rozgrzewamy 100ml mleczka kokosowego i rozpuszczamy w nim 1,5 łyżeczki agaru - tak samo jak przy przyrządzaniu masy jaglanej. Rozpuszczony agar dodajemy do masy jagodowej, jeszcze raz krótko miksujemy, ewentualnie dosładzamy i przekładamy do tortownicy jako trzecią, ostatnią warstwę ciasta. 
  10. Całość odstawiamy do lodówki na noc, wcześniej możemy posypać ciasto płatkami migdałowymi lub powciskać w nie ulubione kawałki owoców, orzechów itp. 
  11. Smacznego!


Czytaj Więcej »

wtorek, 8 grudnia 2015

Ulubiony chleb bezglutenowy z żurawiną

Kto mnie zna, ten wie jak bardzo kocham (kochałam?) gluten. Właściwie była to miłość bezwarunkowa. Pulchne drożdżówki, wypieczone pizze, wysokie muffiny, wilgotne brownies, kruche szarlotki - chleb powszedni Werki. Całości dopełniał ulubiony chleb żytni z żurawiną z lokalnej piekarni, smarowany pikantnym smalcem z fasoli i dopełniony kiszonym ogórkiem - potrafił naprawić każdy gorszy dzień. Aż tu nagle jak piorun z nieba dostajesz ultimatum - albo stajesz do ostatecznej walki z chorobą i za pan brat z dietą bezglutenową, albo zostajesz z drożdżówkami i bólem w gratisie. Nad decyzją mógłby się zastanawiać tylko głupek, ale uwierzcie mi, że łza się w oku kręciła na myśl o życiu bez pierogów z Mandu i bez mojego chleba żurawinowego. Makabra. Z dnia na dzień było jakby lepiej, ale wypieki bezglutenowe ciągle zostawiały wiele do życzenia. Jaglanki są ok, ale coraz bardziej brakowało mi choćby namiastki smaku, za którym tak bardzo tęskniłam. Zaczęły się próby - razem z mamą stawałam do walki z dziwactwami o nazwie "mąka ryżowa", z których kiedyś śmiałam się w głos. Po wielu próbach, mniej lub bardziej udanych podaję Wam przepis na mojego faworyta wśród chlebów bezglutenowych. Zmodyfikowałam nieco przepis z bloga "Eksperymantalnie" - dorzucając słonecznik oraz żurawinę i zmieniając mąkę kukurydzianą na skrobię ziemniaczaną. Efekt? Ten chleb udaje się zawsze. Jest banalny w przygotowaniu, obłędnie smaczny zaraz po upieczeniu i ratujący mi życie w kolejnych dniach na uczelni, podczas pracy i w trasie. W końcu mówią, że zdrowie najważniejsze, toć chyba płakać za żytnim nie będę... :)


Składniki:
  • 250g mąki gryczanej
  • 150g mąki ryżowej
  • 100g skrobi ziemniaczanej
  • opakowanie (8g) drożdży instant
  • 2 łyżki żurawiny
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • dwie łyżeczki soli
  • dwie łyżeczki cukru
  • 600 ml lekko ciepłej wody
Przygotowanie:
  1. Wszystkie suche składniki dokładnie połącz w wysokiej misce.
  2. Dolej wodę - najpierw około 500ml, później resztę gdyby ciasto było zbyt gęste, całość dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką do połączenia składników.
  3. Keksówkę wyłóż papierem do pieczenia, przełóż do niej ciasto, przykryj ręcznikiem kuchennym i odstaw do wyrośnięcia na minimum pół godziny. W międzyczasie piekarnik rozgrzej do 220 stopni.
  4. Chleb piecz w trybie grzałek góra-dół przez ok. 50 minut, po tym czasie ostrożnie wyjmij chleb z formy i dopiekaj jeszcze 10 minut. Jeśli podczas pieczenia zauważysz, że góra zbyt gwałtowne się spieka, przykryj formę folią aluminiową. 
  5. Ostudź chleb na kratce do pieczenia - to ważne, by chleb przesadnie nie stwardniał. 
Jeśli chleb ma starczyć na dłużej warto zamrozić połowę, gdyż wadą wypieków bezglutenowych jest to, że szybko wysychają. 




Czytaj Więcej »

niedziela, 6 grudnia 2015

Domowy zakwas burczany i roślinny barszcz dziadka Henryka



Zastanawialiście sie kiedyś, które z wigilijnych dań zostałoby najwyżej punktowane w "Familiadzie" pod hasłem "ulubionej świątecznej potrawy"? Ja ostatnio zaczęłam i według tych instensywnych przemyśleń pierogi konkurowałyby z barszczem pełnym uszek, właściwie jestem tego pewna. O ile wyobrażam sobie Wigilię bez kompotu z suszu, kutii i oczywiście karpia - bo przecież w Wigilię nie jada się mięsa... :) to bez barszczu święta można odwołać. To prawdziwa gwiazda grudnia, bo od niej zaczyna się wieczerzę. Rozgrzewa, koi, smakiem i kolorem rozbudza wszystkie zmysły. Nigdy nie wierzyłam, że podczas tego wyjątkowego dnia ktokolwiek przygotowuje barszcz instant i nadal zostanę temu wierna, teraz natomiast robię krok dalej i myślę sobie, że może coraz więcej osób chce na zawsze pożegnać się z pełnym chemii, kupnym zakwasem buraczanym.
Dlatego dziś dzielę się z Wami przepisem na najcudowniejszy barszcz mojego dziadka, dzięki któremu grudniowe powroty do domu pachną szczęściem. Barszcz przyrządzony w oparciu o prosty, aromatyczny zakwas z buraków.



Składniki na zakwas:
  • 1kg buraków
  • litr wody
  • 4 spore ząbki czosnku
  • 3 liście laurowe
  • ziele angielskie - kilka ziarenek
  • dwie łyżeczki soli 
  • w wersji z glutenem (:)) - kromka razowego chleba na zakwasie
Składniki na barszcz:
  • pół porcji powyższego zakwasu (500 ml) - drugą połową warto podzielić się z przyjacielem :)
  • litr wody
  • mały por
  • pół małego selera
  • korzeń pietruszki
  • 2 marchewki
  • 2 małe buraki
  • 3 ziarna jałowca
  • 3 listki laurowe
  • 3 goździki
  • opcjonalnie: kilka suszonych grzybów
  • opcjonalnie: szczypta cukru
  • łyżka oleju
  • sól, pieprz
Przygotowanie zakwasu:
  1. Buraki wyszoruj, obierz ze skórki i pokrój w plastry. Układaj je w kamionce warstwami (na przemian z przyprawami). Tak przygotowane warzywa zalej wodą z dodatkiem soli.Całość zakryj odwróconym talerzykiem o średnicy najbliższej kamionce, by docisnąć buraki. 
  2. Kamionkę (lub duży szklany słój) zamknij/przykryj i odstaww ciepłe miejsce na ok 6 dni.
  3. Po tym czasie ukiszony zakwas przecedź, przelej do słoików i przechowuj w zimnym miejscu, by zakończyć proces fermentacji.
Przygotowanie barszczu:
  1. Warzywa podane w przepisie myjemy, obieramy i wrzucamy do wysokiego garnka. Dodajemy grzyby, jałowiec, liście laurowe, goździki, całość zalewamy wodą. 
  2. Tak przygotowany bulion gotujemy minimum godzinę, a następnie odcedzamy.
  3. Do bulionu dodajemy 500ml zakwasu buraczanego i podgrzewamy na małym ogniu jeszcze przez około pół godziny. Na końcu wedle uznania doprawiamy solą, pieprzem (u mnie biały) i szczyptą cukru. 



Czytaj Więcej »

poniedziałek, 30 listopada 2015

Sałatka z brokuła, brukselki, żurawiny i orzeszków ziemnych - na ciepło lub zimno



Prosta zasada roślinnego żywienia - im więcej zielonego, tym lepiej. Im więcej warzyw z rodziny kapustnych, tym jeszcze lepiej, a jeśli idą w parze z brokułem - to już szczyt dobra dla naszego organizmu. W myśl tego przykazania, dziś odczarowuję brukselkę przygniecioną masą bułki tartej i mam dla Was nieco bardziej orientalny sposób na to warzywo. Choć sama mogę zjadać ją garściami w każdej postaci, wpis powstał z myślą o tych, dla których brukselka jest nieco bardziej obca. Warto się z nią zaprzyjaźnić, bo jest przebogata m.in. w witaminy z grupy B, potas, magnez i cynk. Świetnie sprawdza się jako dodatek do tradycyjnego obiadu, jako składnik zup i sałatek, choć na pewno nie tych z gatunku "klasycznych".

Taka wersja zeswatania brokuła z brukselką sprawdzi się zarówno jako ciepły obiad, jak i zimne drugie śniadanie w formie lunch-boxu. Przygotujecie ją zaledwie w 15 minut, co poza smakiem jest niezaprzeczalnym atutem każdego dania.

PS

Tym wpisem żegnam się z listopadem i mam dobre wieści - w grudniu na blogu znajdziecie przepisy związane wyłącznie z okresem świąt bożonarodzeniowych. Będą pasztety, "ryba" po grecku, kompot korzenny i wiele innych... :)




Składniki na 2 duże porcje:
  • ok. 0,5kg brukselki
  • 1 mały brokuł 
  • pół papryczki chilli
  • garść sezamu
  • garść siekanych orzeszków ziemnych
  • garść suszonej żurawiny
  • sok z połowy małej limonki 
  • łyżeczka syropu daktylowego/klonowego/syropu z agawy
  • dwie łyżki sosu sojowego (jeśli unikasz glutenu, można kupić wersję bezglutenową np. marki Kikkoman)
  • łyżka oleju kokosowego
  • pół łyżeczki mielonego imbiru
  • szczypta soli
  • ewentualnie łyżeczka masła orzechowego
  • ząbek czosnku
Przygotowanie:
  1. Brukselkę obieramy z wierzchnich liści, oczyszczamy i wrzucamy do wysokiego garnka z gotującą się osoloną wodą (dla zachowania koloru możem dodać również odrobinę cukru). Gotujemy ok. 5-6 minut.
  2. Brokuła myjemy, dzielimy na małe różyczki, wrzucamy do durszlaka i przelewamy wrzątkiem z garnka po brukselce, by zaoszczędzić wodę. :) To wystarczy, brokuł pozostanie przyjemnie chrupki i zachowa wartości odżywcze.
  3. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju (u mnie kokosowy), na małym ogniu podsmażamy: posiekany ząbek czosnku i kawałek drobno posiekanej papryczki chilli, niech trwa to dosłownie minutę. Pamiętając o minimalnym ogniu, dodajemy na patelnię sos sojowy, syrop daktylowy, imbir, łyżeczkę masła orzechowego, sok z limonki. Całość rozcieramy drewnianą łyżką na powierzchni patelni, chwilę podsmażamy, by uzyskać aromatyczny sos. 
  4. Na patelni obok podprażamy ziarna sezamu i posiekane orzeszki ziemne. 
  5. Żurawinę sparzamy wrzątkiem. 
  6. W misce łączymy różyczki brokuła (możemy je lekko oprószyć solą), odsączoną żurawinę i brukselkę, dodajemy sos z patelni oraz prażony sezam i orzechy.   


Czytaj Więcej »

wtorek, 24 listopada 2015

Bananowy chlebek gryczany z orzechami


Słodkie śniadania stawiają na nogi, dają energetycznego kopa i pozytywnie nastrajają na kolejne 12 godzin. Jedzone w domowym towarzystwie, nabierają podwójnego znaczenia, głównie ze względu na te psie, stęsknione i mądre oczy, które odprowadzają każdy mój ruch. Bacznie obserwują proces smarowania kanapek i doprawiania owsianki, zauważają każdą śniadaniową nowość, ogonem dając znać, że ktoś jeszcze chciałby spróbować. Kilkanaście kilogramów szczęścia spokojnie i z dystansem czeka aż zjem, żeby podczas końcowego picia herbaty błyskawicznie wtulić się pod prawe ramię i nosem okazać całą miłość jaką skumulowało podczas miesięcznego rozstania. Po prostu jest, na każdym kroku, przy każdym posiłku, podczas pstrykania zdjęć, gotowania i czytania książki. Pilnuje mnie.

W miniony weekend spędziliśmy wspólnie kolejne godziny w kuchni, których owocem jest błyskawiczny chlebek gryczany - idealny, by posmarować go dwiema cienkimi warstwami: masła orzechowego i powideł lub ulubionej konfitury.    


Składniki na małą keksówkę:
  • 3 duże i bardzo dojrzałe banany
  • nieco ponad 1,5 szklanki mąki gryczanej
  • ok. 100 ml oleju roślinnego 
  • ok. 60 ml mleka roślinnego - u mnie sojowe waniliowe
  • 3 łyżki syropu daktylowego lub cukru trzcinowego/syropu klonowego
  • po sporej szczypcie sproszkowanego imbiru i cynamonu
  • łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego jeśli to konieczne)
  • ewentualnie łyżka ciemnego kakao
  • szczypta soli
  • spora garść posiekanych orzechów włoskich
Przygotowanie:
  1. Banany bardzo dokładnie rozgnieć widelcem/tłuczkiem do ziemniaków lub zmiksuj blenderem. Dodaj do nich: olej, mleko, syrop lub inny słodzik. W drugiej misce połącz mąkę, proszek do pieczenia, sól, cynamon, imbir, posiekane orzechy i ewentualnie kakao. 
  2. Składniki mokre powoli dodawaj do suchych, dokładnie mieszając drewnianą łyżką.
  3. Ciasto przełóż do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. 
  4. Piecz przez około 40 minut w temperaturze 180°C.
  5. Podawaj z konfiturami, masłem orzechowym, "serkiem" waniliowym.






Czytaj Więcej »

czwartek, 19 listopada 2015

[KONKURS] Roślinne Trójmiasto - Veganburgers



Są różne formy wyrażania wdzięczności za zacną strawę. Można wystawić dobrą ocenę na facebooku, albo na przekór - przynieść bukiet kolorowego jarmużu. Tak za ogromne burgery, chrupiące placki ziemniaczane i kolorowe makarony potrafią odwdzięczyć się stali klienci gdańskiego lokalu Veganburgers. I nic w tym dziwnego, skoro ze zniżką studencką najadam się tutaj za niecałe 13 zł, trzeci raz wracam do "ostrego buraka" i nie muszę namawiać mięsożernych znajomych, by poszli ze mną na wegański obiad. Przed Wami trójmiejska mekka burgerożerców.


Przy ulicy Jesionowej 17 w Gdańsku zjecie roślinnie, treściwie i w zależności od nastroju i diet wszelakich: lekko, bezglutenowo lub tłuściutko i pikantnie. Szczególną frajdę sprawia samodzielne komponowanie burgera - wybieracie bułę - "własnoręcznie turlaną", graham, jasną lub bezglutenową. Krok drugi to kotlet - m.in. chamski sojowy, ostry burak, prosso szpinako, cieć marchewka, ostry burak, czy... wakame! Później jest jeszcze ciekawiej - z szerokiej gamy wybieracie dodatki (wśród nich m.in. marynowana dynia, świeża zielenina, karmelowana cebula, ostre papryczki i wieeele innych), sosy (sojonez, barbecue, trzcinowo-musztardowy [<3], pomidorowy, ziołowy, czosnkowy). Jeśli myślicie, że to koniec, to hola, hola! Na końcu zwykle jest najlepsze, czyli dodatkowo płatne, ale przepyszne dodatki - wegański ser, bekon i krążki cebulowe. Ser nie byle jaki, bo cudownie rozpływający się w ustach, co nie jest oczywiste podczas eksperymentów z roślinnymi "serami".


Jeśli opcja burgerowa Was nie przekonuje, do wyboru macie rotacyjne menu, które zmienia się w zależności od wizji szalejącej w kuchni ekipy. A ekipy nie byle jakiej, bo ostatnio pewna niewiasta zaczęła tam kuchenne rewolucje. Nie jest to bynajmniej krągła femme fatale o bujnej blond czuprynie, która wegetarianizm uważa za inwalidztwo, a Zeta z House of seitan - królowa roślinnego fast foodu, która powinna kiedyś zasiąść z Magdą Gessler przy flaszce, pierogach i burgerze , by pozwolić przeprosić za swoje nieprzemyślane słowa. W vb zawsze było smacznie, ale odkąd zagościła tam 1/2 HOS-u, porcje wydają się większe, a smak jeszcze bardziej wyrazisty.

fot. House of seitan

Lokal prowadzą młodzi ludzie - Przemek i Dosia, którzy poza zacnym menu, zadbali o to, by było minimalistycznie, a jednocześnie przytulnie. Do wyboru macie mięciutkie i głębokie kanapy, w które chciałoby się wtulić do snu, zaraz po spałaszowaniu burgera, albo proste praktyczne krzesła i wysokie stoliki. W oczekiwaniu na jedzonko warto zamówić rozgrzewającą herbatę z imbiem i cytrusami (pyszna!) lub napój z serii fritz-kola.


Miejsce jest przyjazne zwierzakom, na które pod ladą zawsze czeka micha z wodą. Poza napełnieniem brzuszków, w Veganburgers możecie wesprzeć fundację pomagającą mopsom (wrzucając złocisze do puchy), a obecnie idąc na obiad, warto zabrać ze sobą zabawki, gry, książki, artykuły papiernicze i ubrania dla dzieci w wieku 7-18 lat, bo w lokalu trwa właśnie świąteczna zbiórka na rzecz gdańskiego Domu Integracyjno-Rodzinnego.


Dobra, koniec teorii, jeśli zdążyliście zgłodnieć to przechodzimy do konkretów. Pretekstem do konkursu był tysięczny fan bloga na Facebooku, ale tak naprawdę, chciałam sprawić Wam niespodziankę na Mikołaja. Dzięki uprzejmości właścieli lokalu, możecie wygrać podwójne zaproszenie na obiad w Veganburgers. Aby wziąć udział w losowaniu nagrody, wystarczy udostępnić grafikę konkursową na fb lub pod tym wpisem zostawić komentarz, w którym napiszecie kogo zabralibyście na obiad. Rozstrzygnięcie już za tydzień :)

Powodzenia i roślinna piątka!  






fot. House of seitan








Wszelkie aktualności związane z Veganburgers znajdziecie tutaj: klik!
Czytaj Więcej »

piątek, 13 listopada 2015

Ogniste spaghetti z idealnymi wegańskimi klopsikami


Roślinne Włochy na talerzu! Moje ukochane danie obiadowe, nieco kaloryczne, ale warte grzechu o każdej porze dnia i nocy. W domu zawsze przygotowujemy poczwórną porcję, żeby wracać z pracy lub uczelni z ogromnym uśmiechem na myśl o rozgrzewającym spahetti doskonałym. Napoli kocham odkąd tylko pamiętam odczuwanie pierwszych smaków i segregowanie ich na lubiane i znienawidzone, ale wersja z chrupiącymi puplecikami podbija serca znajomych mięsożerców na tyle, że przy stole padają niecenzuralne, acz kojące serce słowa...:) 

W przepisie najważniejsze jest to, by kaszę ugotować na początku i nie na sypko. Powinna się kleić, a im dłużej stoi, tym lepsze są jej właściwości sklejające. :) Im więcej mąki dodacie, tym bardziej zwarte pulpeciki otrzymacie. Warto ugotować nieco mniej makaronu niż zwykle, bo danie jest naprawdę sycące. Wersja z habanero jest baaardzo pikantna, mężczyźni ją uwielbiają, ale kobiety potrafią wylać kilka łez, miejcie to na uwadze! 



Składniki na 4 duuże porcje: 
  • makaron spaghetti - u mnie kukurydziany
  • dwie puszki krojonych pomidorów
  • garść pomidorków koktajlowych
  • 3 ząbki czosnku
  • kawałek papryczki habanero (u mnie o wielkości około pół kciuka, bez pestek) - jeśli nie lubicie ostrych smaków, całkowicie pomińcie ten składnik lub wymieńcie na kawałek papryczki chilli 
  • szczypta cukru 
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • ewentualnie odrobina koncenratu pomidorowego 
  • sól, czarny pieprz
  • świeża bazylia
  • opcjonalnie parmezan (u mnie z nerkowców)
na pulpety (ok. 30 małych sztuk):
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • do gotowania kaszy: niecałe 1,5 szklanki bulionu warzywnego (u mnie szklanka bulionu + pół szklanki wody pozostalej po namaczaniu grzybów do innego dania)
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • pół kostki naturalnego tofu (zmielonego lub dokładnie skruszonego w dłoniach)
  • ewentualnie: dwie łyżeczki płatków drożdżowych
  • dwie łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz ziołowy
  • 1/4 szklanki mąki - u mnie gryczana
  • 3 łyżki bułki tartej bezglutenowej lub w wersj tradycyjnej - zwykłej 
  • olej roślinny do smażenia
Przygotowanie:
  1. Na początku przygotowujemy masę na pulpety. Kaszę gotujemy około 15-18 minut w bulionie. Odstawiamy do przestygnięcia, dodajemy zmielone tofu, cebulę i marchew starte na drobnych oczkach tarki. Masę suto doprawiamy: sosem sojowym, solą ziołową, świeżo mielonym pierzem. Wszystko dokładnie mieszamy i stopniowo dodajemy mąkę oraz bułkę tartą, by zagęścić pulpeciki. Jeśli masa będzie zbyt rzadka, dodajemy nieco więcej mąki. Tak przygotowaną masę odstawiamy i przygotowujemy sos.
  2. Na głębokiej patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy, podsmażamy na niej czosnek i habanero (drobno posiekane), po chwili dodajemy pokrojone pomidorki koktajlowe, a następnie pomidory z puszki. Całość smażymy na małym ogniu, po ok. 10 minutach dodając sól, pieprz, ocet balsamiczny i szczyptę cukru. Mieszamy, zostawiamy na małym ogniu.
  3. Wstawiamy makaron, a w międzyczasie zaczynamy smażenie pulpetów... 
  4. Dłonie delikatnie smarujemy olejem, z jaglanej mas formujemy drobne kulki, które obsmażamy z każdej strony na cienkiej warstwie dobrze nagrzanego oleju (w sumie około 7 minut).
  5. Ugotowany makaron odcedzamy i dokładnie łączymy z sosem pomidorowym. Na wierzch wykładamy pupleciki, całość posypujemy świeżą posiekaną bazylią oraz parmezanem z migdałów/nerkowców. 

Smacznego!


ścieżka dźwiękowa - klik
Czytaj Więcej »